-Nie, dziękuję. Jestem trochę zmęczona lotem, poza tym nie chciałabym się narzucać.
-Przecież wiesz, że dla ciebie drzwi mojego domu są zawsze otwarte, prawda?- Uniósł swoje brwi. Ally pozytywnie pokiwała głową, na co on uśmiechnął się zadowolony. To oznaczało, że się zgadza. Wysiadła z pojazdu i przez szybę oznajmiła.
-Jedźcie do domu, wrócę taksówką.
-Odwiozę ją.- Wtrącił się blondyn, a Ally spojrzała się na niego dziękczynnie.
-Jasne, bawcie się świetnie!- Krzyknęła Penny, a Lester oczywiście siedział cicho na przednim siedzeniu wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Para udała się w stronę posiadłości Moonów.
Od razu w drzwiach na swojego syna rzuciła się Mimi.
-Mój mały mężczyzna!-Zachwyciła się całując jego policzek po raz kolejny.- Mike zrób kawę dla 4 osób.- Krzyknęła do swojego męża, który krzątał się po domu.- Chodźcie wypijemy w ogrodzie.-Oznajmiła i zaprowadziła ich do danego miejsca.
----------------------------------------------------20 min. później---------------------------------------------------
-Wiele się tutaj zmieniło.- Zauważyła Ally, biorąc kolejny łyk Late. Pani Moon serdecznie uśmiechnęła się do niej. Cieszyło ją, że ktoś to zauważył. Wtedy czuła, że jej wysiłek nie poszedł na marne.
-Postanowiliśmy z Miki'em trochę odświeżyć to miejsce.-Powiedziała zadowolona, odkładając talerzyk deserowy na stół po to, aby móc spokojnie gestykulować.- Ostatnio mieliśmy bardzo dobre obroty w Królestwie Materacy. Odłożyliśmy trochę z naszych wypłat i w ten sposób udało nam się zrobić remont domu i ogrodu- Po tych słowach nastała cisza, po raz pierwszy od około 25 minut. Ally delektowała się spokojem, gdyż w ostatnim czasie doznawała go niewiele, jednak czuła, że niedługo może się to zmienić, ponieważ pan Moon wyglądał jakby miał zaraz eksplodować z nadmiaru energii.
-Synu...-Zaczął spokojnie.-Chciałbym powiedzieć Ci z matką coś ważnego.- Austin podniósł wzrok znad ciastka, które właśnie konsumował.- Będziesz miał rodzeństwo!
-Co?!- Blondyn wypluł wszystko co miał w buzi, na co jego rodzice zaśmiali się donośnie.
-Nabrałem cię!- Austin zrobił minę w stylu ,,bardzo śmiesznie'' w tym samym czasie zbierając w serwetkę to co wyleciało mu z ust.- Skoro już skończyłeś szkołę to oznacza, że teraz będziesz miał trochę czasu wolnego, prawda?
-Można tak powiedzieć.- Oznajmił.- Aczkolwiek już z Ally rozmawiałem o ponownym otwarciu A&A Music Factory, prawda kochanie?- Brunetka pozytywnie pokiwała głową.
-Chodzi mi o to, że raczej nie masz planów na ten tydzień.
-Z grubsza nie. Mam, aby jeden występ na plaży w sobotę wieczorem.
-W sobotę? To się dobrze składa! Słyszałeś może o corocznym turnieju siatkówki plażowej?
-Ten, na którym grają ojcowie z synami?
-Tak, dokładnie. Może przeszlibyśmy się po...
-Pooglądać?-Wtrącił się Austin.-Pewnie!
-Myślałem raczej, żeby pograć.- Powiedział niepewnie, a jego syn wybałuszył gały ze zdziwienia.- W sumie to już nas zapisałem.
-Co?!
-No. Tyle czasu cię nie widziałem! Nie sądzisz, że powinniśmy pospędzać trochę czasu razem? Tylko ty i ja, ojciec z synem, dwaj mężczyźni, samce alfa. Jak za dawnych lat.- Poklepał go po ramieniu i nie oczekując na odpowiedź podekscytowany wziął swoją żonę za rękę i poszedł z nią do domu.
-Cholera, no!- Krzyknął, energicznie wstając z krzesła, gdy upewnił się, że nikt go nie słyszy.
-Nie widzę powodu, dla którego miałbyś tak tragizować.
-No właśnie jest powód!- Miał nadal podniesiony głos.- Miałem plan. Chciałem spędzić ten dzień z tobą.-Przerzedził palcami włosy.- Ja nawet nie wiem czy on miał kiedykolwiek w rękach piłkę!
-Nie graliście nigdy razem?
-Mój ojciec raczej preferował zabawy takie jak: budowanie fortec z materaców lub czy rzucanie na odległość materiałem, którymi się wypycha materace. Uważał to za przyjemne zabawy, a dodatkowo za bezpieczne.- Uklęknął przy niej tak, aby być z nią twarzą w twarz.- Bawiłem się z nim tylko dlatego, aby sprawić mu przyjemność.- Jego ton głosu przybrał już spokojniejszą formę. Jego ukochana ujęła delikatnie dłonią jego policzek i spojrzała mu głęboko w oczy.
-Zrób to jeszcze raz. Pozwól mu się uszczęśliwić. Zrób to puki nie jest na to za późno.- Wyszeptała do niego.
-Ale miałem ten dzień spędzić tylko z tobą. Miałem zabrać Cię na naszą plaże.
-Zabierzesz mnie kiedy indziej. Mamy całe życie przed sobą, prawda?- Pokiwał z głową.- Zrób to dla mnie, zrób to dla niego i spędź z nim ten czas, dobrze?- Tym razem pocałował ją, jakby chciał potwierdzić tym, że tak zrobi.
-----------------------------------------------------Sobota------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------Dzień turnieju-------------------------------------------------------
-Jesteśmy na miejscu.- Powiedział Mike zaciągając wsteczny swojego pickup'a. Austin spojrzał przez szybę samochodu. Byli na parkingu przy plaży. W tle było słychać mieszankę odgłosów mew, fal oraz ludzi, którzy aktywnie spędzali czas na piasku lub w wodzie. Blondyn przycisnął się plecami bardziej do siedzenia.- No dalej, wychodzimy.
-Ja nie chce.- Powiedział piskliwym głosem.
-Nie wygłupiaj się! Wychodź.- Powiedział Mike i pomógł swojej żonie wyjść z samochodu podtrzymując ją za dłoń. Chłopak posłusznie wykonał polecenie ojca.- Królowo.- Zwrócił się do swojej żony.- Idziesz nas oglądać, czy wolisz się poopalać?
-Idę się poopalać. Zobaczymy się w trakcie finału.
-O ile w ogóle damy radę dotrzeć do ćwierć finałów.- Burknął Aus pod nosem.
-Mówiłeś coś?-Uniosła brwi.
-Nie, wcale. Znaczy... Tylko żebyś się nie spiekła za bardzo.
-Mój chłopiec.-Mimi uśmiechnęła się i pocałowała syna w policzek, na co on zaczął od razu go wycierać.- Powodzenia!- Krzyknęła do nich kierując się w stronę plaży.
-To co? Robimy rozgrzewkę?- Spytał od niechcenia.
-Rozgrzewka? Po co! Twoja matka mnie tak rozgrzała, aż czuję, że mógłbym góry przenosić!-Austin westchnął donośnie.
-Chociażby po to, aby podczas gry nie dostać skurczu. Nie boisz się, że cię złapie?
-Ja się skurczu w łydkach nie boje! To one boją się mnie!-Krzyknął i skierował się w stronę plaży.- Idziemy?- Blondyn nie odpowiedział tylko poszedł za ojcem. Doszli do boiska, na którym miał się odbyć pierwszy mecz. Zajęli wyznaczone im przez sędziego miejsce i wyczekiwali nadejścia przeciwnika.
-Smith!- Warknął przez zęby Mike widząc swojego nadchodzącego wroga nr.1.
-Kto?
-Rascal Smith. Przeciwna branża zajmująca się śpiworami. Nie znoszę go już od czasów akademii materacowej, zwłaszcza, że jemu też podobała się twoja mama. Rywalizowaliśmy odkąd tylko pamiętam.
-Aha.- Powiedział odwracając się w stronę siatki.-Dallas!
-Kto?
-Dallas. Przystawiał się do Ally i złamał jej serce.-Wytłumaczył ojcu, po czym krzyknął do młodego Smitha:- Świetnie się bawisz pedale?!- Pokazał mu środkowy palec- Ally jest moja!- Zaśmiał się donośnie i przybił z ojcem piątkę. W tym samym czasie otrzymali piłkę. Pierwszy serw należał do nich. Austin podrzucił piłkę do góry i energicznie w nią uderzył. Odebrał nią smith senior i od razu przerzucił nią na drugą stronę, gdzie odebrał ją blondasek i posłał do swojego ojca, który zrobił ścinę po skosie tak, że piłka uderzyła prosto w twarz Dallasa, który aż się wywrócił.
-Żryj piach!- Krzyknął Mike.
-Tato! Gdzie się nauczyłeś tak grać?
-No przecież w akademii materacowej. Tak właśnie testowaliśmy wytrzymałość twardej pianki materacowej. Grając nią w siatkówkę. A poza tym myślałeś, że nie byłem młody i nie chodziłem na plaże?
-To dlaczego ze mną zawsze grałeś w gry związane z materacami?
-Bo widziałem ile Ci to sprawia radości.
-Co?- Powiedział zmieszany, ale tego już nikt nie słyszał. ,,Może ten dzień nie będzie wcale taki zły?''-Pomyślał i wrócił do gry.
*
-Ała, skurcz!- Krzyknął Mike upadając na ziemię.
-Nic Ci nie jest?-Spytał przejęty Austin. W tym samym czasie przeciwnicy zdobyli ostatni punkt, który miał doprowadzić ich do zwycięstwa.
-Najwyraźniej przeceniłem swój możliwości. Przeze mnie nie wygraliśmy turnieju.
-To nic, tato.- Oznajmił pomagając mu podnieść z ziemi.- I tak byłeś niesamowity.
-Dzięki.- Powędrowali w stronę dwóch kobiet ich życia, które wyczekiwały ich z uśmiechami na ustach. Nie zwracając uwagi na zwycięskie okrzyki wtulili się w swoje ukochane.
-Mój bohater.- Zachwyciła się Mimi, całując swojego męża w policzek.
-Był pan świetny, panie Moon. Gdzie się nauczył pan tak grać?
-Młodzież...- Westchnął.- Czy już nikt nie wierzy w moje możliwości?
-Ja zawsze wierzyłam.- Oznajmiła jego żona, na co on zadowolony, pocałował ją. W tym samym czasie Ally spojrzała na zegarek.
-Ale się dzisiaj nabiegałem. -ziewnął.- Najchętniej to już poszedłbym spać.
-Austin, wiem, że chciałbyś sobie odpocząć, ale muszę Cię zmartwić. Za 15 min mamy występ.
-No tak, prawie zapomniałem!-Złapał się za głowę.- Dobra to tylko jeden utwór. Dam radę, przecież jestem Moon. My nie boimy się zmęczenia, śpiworów oraz skurczu w łydkach.- Spojrzał się w stronę ojca i wraz z nim zaśmiał się porozumiewawczo. Praktycznie tylko oni wiedzieli o co chodzi i dobrze.- Ally, skoczysz, że mną do samochodu? Muszę się wytrzeć i przebrać.
-Jasne.- Chwycił ją za rękę i razem szli przy brzegu w stronę parkingu. Było już późne popołudnie, więc słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem. Letni wiaterek owiewał ich ciała, a fale, które podmywały brzeg smagały ich stopy.
-Dziękuję Ci.- Powiedział blondyn przerywając ciszę. Nie była to niezręczna cisza, czy coś w tym rodzaju. Taką ciszę kojarzyli z czymś przyjemnym. Często siedzieli wtuleni w siebie, nie mówiąc do siebie nic, ale nie dlatego, że nie mieli sobie nic do powiedzenia, oni po prostu rozumieli się bez słów.
-Za co?- Spytała zdziwiona, przystając na chwilę.
-Za dzisiaj. Posłuchałem twojej rady i dzięki niej spędziłem najlepszy dzień z tatą. - Brunetka uśmiechnęła się do niego. Ponownie ruszyli przed siebie. Po chwili doszli do samochodu. Austin wyciągnął z niego ręcznik, którym wytarł się z potu, koszulę, która uprzednio była przewieszona przez siedzenie tak, aby nie była wygnieciona praz jeansowe spodnie do kolan. Szybko włożył na siebie, każdą część odzieży. - O jeszcze to!- Sięgnął ze schowka czerwoną chustę, którą zawiązał sobie na szyi. Zamknął samochód, po czym odwrócił się w stronę Ally, która popatrzyła się na niego krzywo.
-Proszę cię, ściągnij to. Wyglądasz jak Fred ze Scooby-Doo.- Austin uśmiechnął się do niej zawadiacko, po czym zerwał z szyi materiał i rzucił go na ziemię.- O wiele lepiej.- Wziął ją pod ramię i oboje udali się za kulisy, gdzie odbywał się koncert. Tam jeden z ekipy od dźwięku podali im mikrofony. W tym momencie ze sceny zeszła Katy Perry, która posłała do nich serdeczny uśmiech.
-Dziękujemy Katy! A teraz wystąpi przed wami niesamowity duet z ich letnim przebojem. Proszę państwa, Austin & Ally.
Tutaj macie pioseneczkę, pioseneczkę ponieważ mój zajebisty blogger mnie nie słucha i nie chce załadować mi wideo.
----------------------------------------------------------------------------------
Hello everybody, jak tam życie? Bo ja już oficjalnie znienawidziłam ten rok szkolny wzdłuż i wszerz, mój plan jest okropny :(((( Ale nie po to tu jestem , aby narzekać, a mogłabym i to naprawdę długoooo, ale nie będę was torturować, jeszcze nie ten czas xD. BY THE WAY jak wam się podoba rozdział numer 6, yhym i jak ja mam pisać coś wesołego jak za 2 dni szkoła :(((( najlepiej skończę już tą notkę. Miłego wieczoru albo poranka, albo którejkolwiek porze dnia to czytacie.
Buźka <3 <3 <3
~Alebazi
Kuźwa trochę to trwało (1,5 tyg.) i spięłam dupę. Oh God! Mój plan to również porażka! Tragediaaaaaaaaa! Ale mniejsza, jak życie? Dajecie radę? Skora Alebazi przesyła wam buziaczki na dobranoc to ja stoję u was w kuchni i smażę wam jajeczniczkę. Więc Jeden komentarz=Jedno jajeczko :D
Ja nie chcę do szkoły.
OdpowiedzUsuńRozdział świetny.
Super rozdział!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny!
Każdy człowiek ceni sobie inną wartość życiową. Niektórym zależy na sławie i pieniądzach. Dla innych liczą się przyjaciele lub myśl o założeniu rodziny. Są i tacy, co chcą być jedynie szczęśliwi. Większość dąży do zrobienia czegoś, dzięki czemu ludzie będą o nich pamiętać po śmierci. A która z tych wartości jest najważniejsza?
OdpowiedzUsuńRiker Lynch zawsze na pierwszym miejscu stawia rodzinę i zespół. Jedyne, czego się boi, to zakochać bez odwzajemnienia. Ellington Ratliff to wesoły chłopak. Jego największym utrapieniem jest nuda i ograniczony internet w telefonie. Rocky Lynch, jego najlepszy przyjaciel, uważa kobiety za najwspanialsze dzieło Boga. Żarty, opryskliwość i arogancję ma we krwi. Rydel Lynch jest jedyną dziewczyną w ich gronie, chociaż nie często zachowuje się jak ona. Zabawna i szczera do bólu, co nie zawsze okazuje się zaletą. Ross Lynch jest najmłodszy (no, prawie najmłodszy) z całego rodzeństwa, w które jest bezgranicznie wpatrzony. Stara się optymistycznie spoglądać na świat, lecz ciągle boi się, że okaże się niewystarczająco dobry, by móc po nim chodzić. Każde z nich ma zalety, każde ma też wady. Są ludźmi, którzy dopiero dowiedzą się, co tak naprawdę liczy się w życiu. I czy to, co dotychczas uważali za bezcenne, naprawdę jest warte uwagi.
To będzie historia o zespole, który na zawsze zmienił wielu ludzi na świecie. Historia o muzyce, rodzinie, pasji, przyjaźniach i zmianach, których wielu się boi. Historia o życiu i o tym, co warto w nim zachować, a o czym zapomnieć. W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.
Zapraszam na mojego nowego bloga! :D
http://r5-wildhearts.blogspot.com/
Jeśli Ci się nudzi, a szukasz nowej, oryginalnej historii, to przeczytaj moje opowiadanie. Jeśli jesteś członkiem R5Family, to przeczytaj moje opowiadanie. A jeśli nie lubisz R5 ani fanfictions... To i tak przeczytaj moje opowiadanie ^^
Kiedy rozdział?
OdpowiedzUsuń