-Nie. Nie ma go.- odparła Trish, patrząc smutnym wzrokiem na jej przyjaciółkę. Ally ponownie rozejrzała się po sali, ale wciąż go nie było. Jedyne kogo napotkała wzrokiem to jej rodziców, którzy jej kiwali. Odmachała im z wymuszonym uśmiechem i tym razem zwróciła się do Deza, który wraz z blondynem przyjechał na uroczystość.
-Dez jak to się stało, że go nie ma? Przecież jechaliście razem!-Powiedziała. Zanim jednak rudy zdążył odpowiedzieć w sali rozległ się głos.
-Prosimy wszystkich absolwentów oraz gości o zajęcie miejsc.- Odezwał się ktoś z grona pedagogicznego. Przyjaciele usiedli w wyznaczonych dla siebie miejscach i wsłuchiwali się w to co ma do powiedzenia profesor Collins.
-Chciałbym serdecznie powitać zebranych naszych gości oraz oczywiście naszych drogich studentów.- Po tym miłym powitaniu rozpoczął wygłaszać przemowę przygotowaną przez grono pedagogiczne.- A teraz chciałbym zaprosić absolwentkę konserwatorium muzycznego oraz wydziału pedagogiki, Ally Dawson, która wygłosi przemówienie.- Brunetka wstała z krzesła, oraz dumnym krokiem podeszła do mównicy, na której spokojnie ułożyła kartki, pełniące rolę suflera oraz zaczęła mówić:
-Jestem niezmiernie zaszczycona, że powierzono mi funkcję wygłoszenia przemówienia pożegnalnego. To już niestety ostatni dzień, kiedy gościmy w murach tej szkoły. Minęło pięć lat od chwili, kiedy pierwszy raz znaleźliśmy się w takim gronie. Pięć lat, podczas których dorośliśmy, zdobywaliśmy wiedzę, a przede wszystkim dobrze się bawiliśmy. Dla wielu z nas okres spędzony w tej uczelni był jednym z najważniejszych etapów w życiu, który z pewnością pozostanie w naszej pamięci. Bowiem był to etap ciężkiej pracy, czasami porażek, bądź sukcesów. Każdy zdaje sobie sprawę z tego iż nie było łatwo. - W tym samym czasie, Trish zaczęła przesłuchanie swojego rudego przyjaciela.
-Dez gdzie jest Austin? Nie możliwe, że jechaliście razem i on tak po prostu zniknął!- Zaczęła opieprzać go tak, aby nie zakłócić jej przyjaciółce w wygłoszeniu przemówienia.
-Co? Gdzie? Jak?- Odparł zdziwiony.
-Na zakończenie, głąbie!
-Serio? To my jechaliśmy razem?
-Ja pier****!- Przez przypadek powiedziała to ciut za głośno przez co wszyscy w sali to usłyszeli.- Przepraszam.- Powiedziała speszona, chowając się przed przeszywającym wzrokiem nauczycieli. Gdy upewniła się, że już nikt na nią nie spogląda tylko zajmuje się słuchaniem przemówienia ponownie spojrzała na Deza- Każdy człowiek nosi swój krzyż, ale Boże dlaczego dałeś mi cały tartak?!- Burknęła pod nosem i walnęła rudego w głowę.
-Ała! To za co?-Złapał się za bolące miejsce.
-Za całokształt.-Odparła ze sztucznym uśmiechem i wróciła do słuchania przemówienia.
-Nasze sukcesy zawdzięczamy w głównej mierze nauczycielom, którzy pomimo braku dyscypliny z naszej strony, naprowadzili nas na dobrą drogę. „Do tych minionych dni będziemy jeszcze wracać nieraz jak do zamkniętych dawno drzwi, do ksiąg co się często otwiera” . Życie tak szybko mija, czas wartko płynie. Wielu z nas pamięta jeszcze pierwsze kroki w tej szkole, a już musimy się rozstać. Tak naprawdę „Nikt z nas nic nie musi udowadniać komukolwiek, cała rzecz w tym , czy to, co robiłeś, wykonałeś jak najlepiej umiałeś”. W sumie rzeczy to, kim się stajesz, jest ważniejsze od tego, co osiągasz...
Pamiętamy również, że poprzez naszą naukę, zaangażowanie, pilność, daliśmy powód do dumy naszym rodzicom. „ Najpewniejszym sposobem, by czuć się szczęśliwym , to sprawić, by ktoś inny był szczęśliwy”.
-Masz ostatnią szansę. Odpowiedz mi raz, a dam ci spokój do końca akademii. GDZIE JEST AUSTIN, PALANCIE?
-No przecież tam stoi.- Odparł zadowolony wskazując na duże klonowe drzwi wejściowe, o które opierał się blondyn.
-Kończąc te dość długie przemówienie chciałabym w imieniu moich rówieśników złożyć najszczersze podziękowania za cały trud włożony w nasze wychowanie i edukację, za dobrą radę, wsparcie i opiekę, wszystkim naszym nauczycielom, wychowawcom, całemu Gronu Pedagogicznemu, Dyrektorstwu, pracownikom tej szkoły oraz wszystkim którzy pojawili się na naszej drodze i służyli pomocą, oraz wam koleżanki i koledzy za te radosne chwile spędzone razem.- Ally podniosła swój wzrok, aby spojrzeć na publiczność, która widocznie przejęła się jej przemówieniem i wtedy zobaczyła jego. Wpatrywał się z uśmiechem prosto na nią. Nie mogąc oderwać się wzrokiem od niego wypowiedziała ostatnie zdanie:
-I chciałabym, aby każdy z Was zadał sobie pytanie ,, Czy jesteśmy gotowi na zmiany, które przyniesie nam życie."- Wtem rozległy się głośnie oklaski. Ally krótko podziękowała i powróciła na swoje miejsce tuż obok Deza i Trish.
-Dziękujemy ci za to wspaniałe przemówienie.- Nieśmiało otarł jedną łzę.- Teraz wręczymy naszym studentom dyplomy.- Po skończonej ceremonii, gdy wszyscy udali się, aby pochwalić się rodzicom, brunetka próbując przedrzeć się przez tłum chciała dotrzeć do swojego ukochanego. Po dość długiej walce z tłumem znalazła się przy drzwiach, przy których jeszcze nie dawno stał Austin, jednak jego tam nie było.
-Ally!- Krzyknął ktoś w tłumie. Odwróciła się w stronę dochodzącego głosu i zobaczyła blondyna, który do niej machał. Podbiegła do niego i rzuciła mu się w objęcia, a on okręcił ją kilka razy wokół własnej osi.
-Już myślałam, że coś ci się stało!- wychyliła się z uścisku.- Ciebie nie było, a Dez jak zwykle zgrywał idiotę.
-Przepraszam.- powiedział- Musiałem wysiąść z samochodu po drodze, bo chciałem ci kupić kwiaty. Nawet nie wiesz jak trudno znaleźć tutaj kwiaciarnie, która będzie miała lilie i orchidee na raz. Dlatego się spóźniłem.- Wręczył jej bukiet złożony z jej ulubionych kwiatów.- Byłem chyba we wszystkich kwiaciarniach w tej miejscowości, aż w końcu znalazłem to czego szukałem.- Ally ponownie wtuliła się w jego ciało, tym razem uważając na piękną wiązankę kwiatów.- Czy pani magister zechciałaby zjeść ze mną kolacje?
-Z przyjemnością, ale...- Spojrzała na swoich rodziców, którzy nagle "wyrośli" obok.- Umówiłam się z rodzicami.- Oznajmiła smutno.
-Cześć Austin!- Przywitała się Penny. Austin jak przystało na gentelmena powitał ją pocałunkiem w rękę, a Lesterowi uścisnął dłoń.- Wyprzystojniałeś.- Zauważyła. Faktycznie miała racje. Ally też to zauważyła. Zmienił się od ich ostatniego spotkania. Jego kości policzkowe były bardziej wyeksponowanie niż kiedyś, miał dłuższe włosy oraz to co było zauważalne z daleka, był lepiej zbudowany.
-Dziękuję.- Odparł.
-Gratuluję ukończenia studiów.- Zwrócił się do niego Lester.- Archeologia... Cudowna nauka.
-Zgadzam się z panem. Ile ciekawych rzeczy kryje w sobie ziemia.
-Nie wątpię. Mieliśmy zamiar udać się z Ally na kolacje. Co ty na to, aby dołączyć do nas?
-Nie chciałbym państwu przeszkadzać w spotkaniu z córką.
-Gdzie przeszkadzać?- Wtrąciła się Penny.- Z chęcią poznam mężczyzna, na którego punkcie oszalała moja córka.- Ally spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
-W takim razie, z chęcią.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witaneczooo w pierwszym rozdziale!
Jak widzicie po pierwszym rozdziale nie mamy nic ciekawego do zaoferowania. Żarcik!
Rozdział pierwszy to tylko rozgrzeweczka przed następnym rozdziałem, który już się szykuje. Na razie jest tylko w mojej głowie, w moim cudownym zeszyciku oraz możliwe, że częściowo wrył się do głowy Alebazi.
~Aiquenn Hope
Tak tylko częściowo ? Przez to nie mogłam w nocy spać, no ale cóż.... takie jest życie,
A tak jak Wam się podoba nasz pierwszy rozdział? Moim skromnym zdaniem całkiem fajnie wyszedł, mam nadzieje, że będziecie myśleć podobnie,
~Alebazi
Super rozdział!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny!!!!!