sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 5

    -Ally, zechcesz wejść na chwilkę?- Spytał Austin. Dawsonowie stali właśnie pod jego domem i czekali aż weźmie walizki z bagażnika taksówki, którą wracali do domu z lotniska.

-Nie, dziękuję. Jestem trochę zmęczona lotem, poza tym nie chciałabym się narzucać.

-Przecież wiesz, że dla ciebie drzwi mojego domu są zawsze otwarte, prawda?- Uniósł swoje brwi. Ally pozytywnie pokiwała głową, na co on uśmiechnął się zadowolony. To oznaczało, że się zgadza. Wysiadła z pojazdu i przez szybę oznajmiła.

-Jedźcie do domu, wrócę taksówką.

-Odwiozę ją.- Wtrącił się blondyn, a Ally spojrzała się na niego dziękczynnie.

-Jasne, bawcie się świetnie!- Krzyknęła Penny, a Lester oczywiście siedział cicho na przednim siedzeniu wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Para udała się w stronę posiadłości Moonów.
Od razu w drzwiach na swojego syna rzuciła się Mimi.

-Mój mały mężczyzna!-Zachwyciła się całując jego policzek po raz kolejny.- Mike zrób kawę dla 4 osób.- Krzyknęła do swojego męża, który krzątał się po domu.- Chodźcie wypijemy w ogrodzie.-Oznajmiła i zaprowadziła ich do danego miejsca.
----------------------------------------------------20 min. później---------------------------------------------------
  -Wiele się tutaj zmieniło.- Zauważyła Ally, biorąc kolejny łyk Late. Pani Moon serdecznie uśmiechnęła się do niej. Cieszyło ją, że ktoś to zauważył. Wtedy czuła, że jej wysiłek nie poszedł na marne.

-Postanowiliśmy z Miki'em trochę odświeżyć to miejsce.-Powiedziała zadowolona, odkładając talerzyk deserowy na stół po to, aby móc spokojnie gestykulować.- Ostatnio mieliśmy bardzo dobre obroty w Królestwie Materacy. Odłożyliśmy trochę z naszych wypłat i w ten sposób udało nam się zrobić remont domu i ogrodu- Po tych słowach nastała cisza, po raz pierwszy od około 25 minut. Ally delektowała się spokojem, gdyż w ostatnim czasie doznawała go niewiele, jednak czuła, że niedługo może się to zmienić, ponieważ pan Moon wyglądał jakby miał zaraz eksplodować z nadmiaru energii.

-Synu...-Zaczął spokojnie.-Chciałbym powiedzieć Ci z matką coś ważnego.- Austin podniósł wzrok znad ciastka, które właśnie konsumował.- Będziesz miał rodzeństwo!

-Co?!- Blondyn wypluł wszystko co miał w buzi, na co jego rodzice zaśmiali się donośnie.

-Nabrałem cię!- Austin zrobił minę w stylu ,,bardzo śmiesznie'' w tym samym czasie zbierając w serwetkę to co wyleciało mu z ust.- Skoro już skończyłeś szkołę to oznacza, że teraz będziesz miał trochę czasu wolnego, prawda?

-Można tak powiedzieć.- Oznajmił.- Aczkolwiek już z Ally rozmawiałem o ponownym otwarciu A&A Music Factory, prawda kochanie?- Brunetka pozytywnie pokiwała głową.

-Chodzi mi o  to, że raczej nie masz planów na ten tydzień.

-Z grubsza nie. Mam, aby jeden występ na plaży w sobotę wieczorem.

-W sobotę? To się dobrze składa! Słyszałeś może o corocznym turnieju siatkówki plażowej?

-Ten, na którym grają ojcowie z synami?

-Tak, dokładnie. Może przeszlibyśmy się po...

-Pooglądać?-Wtrącił się Austin.-Pewnie!

-Myślałem raczej, żeby pograć.- Powiedział niepewnie, a jego syn wybałuszył gały ze zdziwienia.- W sumie to już nas zapisałem.

-Co?!

-No. Tyle czasu cię nie widziałem! Nie sądzisz, że powinniśmy pospędzać trochę czasu razem?  Tylko ty i ja, ojciec z synem, dwaj mężczyźni, samce alfa. Jak za dawnych lat.- Poklepał go po ramieniu i nie oczekując na odpowiedź podekscytowany wziął swoją żonę za rękę i poszedł z nią do domu.

-Cholera, no!- Krzyknął, energicznie wstając z krzesła, gdy upewnił się, że nikt go nie słyszy.

-Nie widzę powodu, dla którego miałbyś tak tragizować.

-No właśnie jest powód!- Miał nadal podniesiony głos.- Miałem plan. Chciałem spędzić ten dzień z tobą.-Przerzedził palcami włosy.- Ja nawet nie wiem czy on miał kiedykolwiek w rękach piłkę!

-Nie graliście nigdy razem?

-Mój ojciec raczej preferował zabawy  takie jak: budowanie fortec z materaców lub czy rzucanie na odległość materiałem, którymi się wypycha materace. Uważał to za przyjemne zabawy, a dodatkowo za bezpieczne.- Uklęknął przy niej tak, aby być z nią twarzą w twarz.- Bawiłem się z nim tylko dlatego, aby sprawić mu przyjemność.- Jego ton głosu przybrał już spokojniejszą formę. Jego ukochana ujęła delikatnie dłonią jego policzek i spojrzała mu głęboko w oczy.

-Zrób to jeszcze raz. Pozwól mu się uszczęśliwić. Zrób to puki nie jest na to za późno.- Wyszeptała do niego.

-Ale miałem ten dzień spędzić tylko z tobą. Miałem zabrać Cię na naszą plaże.

-Zabierzesz mnie kiedy indziej. Mamy całe życie przed sobą, prawda?- Pokiwał z głową.- Zrób to dla mnie, zrób to dla niego i spędź z nim ten czas, dobrze?- Tym razem pocałował ją, jakby chciał potwierdzić tym, że tak zrobi.


-----------------------------------------------------Sobota------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------Dzień turnieju-------------------------------------------------------

-Jesteśmy na miejscu.- Powiedział Mike zaciągając wsteczny swojego pickup'a. Austin spojrzał przez szybę samochodu. Byli na parkingu przy plaży. W tle było słychać mieszankę odgłosów mew, fal oraz ludzi, którzy aktywnie spędzali czas na piasku lub w wodzie. Blondyn przycisnął się plecami bardziej do siedzenia.- No dalej, wychodzimy.

-Ja nie chce.- Powiedział piskliwym głosem.

-Nie wygłupiaj się! Wychodź.- Powiedział Mike i pomógł swojej żonie wyjść z samochodu podtrzymując ją za dłoń. Chłopak posłusznie wykonał polecenie ojca.- Królowo.- Zwrócił się do swojej żony.- Idziesz nas oglądać, czy wolisz się poopalać?

-Idę się poopalać. Zobaczymy się w trakcie finału.

-O ile w ogóle damy radę dotrzeć do ćwierć finałów.- Burknął Aus pod nosem.

-Mówiłeś coś?-Uniosła brwi.

-Nie, wcale. Znaczy... Tylko żebyś się nie spiekła za bardzo.

-Mój chłopiec.-Mimi uśmiechnęła się i pocałowała syna w policzek, na co on zaczął od razu go wycierać.- Powodzenia!- Krzyknęła do nich kierując się w stronę plaży.

-To co? Robimy rozgrzewkę?- Spytał od niechcenia.

-Rozgrzewka? Po co! Twoja matka mnie tak rozgrzała, aż czuję, że mógłbym góry przenosić!-Austin westchnął donośnie.

-Chociażby po to, aby podczas gry nie dostać skurczu. Nie boisz się, że cię złapie?

-Ja się skurczu w łydkach nie boje! To one boją się mnie!-Krzyknął i skierował się w stronę plaży.- Idziemy?- Blondyn nie odpowiedział tylko poszedł za ojcem. Doszli do boiska, na którym miał się odbyć pierwszy mecz. Zajęli wyznaczone im przez sędziego miejsce i wyczekiwali nadejścia przeciwnika.

-Smith!- Warknął przez zęby Mike widząc swojego nadchodzącego wroga nr.1.

-Kto?

-Rascal Smith. Przeciwna branża zajmująca się śpiworami. Nie znoszę go  już od czasów akademii materacowej, zwłaszcza, że jemu też podobała się twoja mama. Rywalizowaliśmy odkąd tylko pamiętam.

-Aha.- Powiedział odwracając się w stronę siatki.-Dallas!

-Kto?

-Dallas. Przystawiał się do Ally i złamał jej serce.-Wytłumaczył ojcu, po czym krzyknął do młodego Smitha:- Świetnie się bawisz pedale?!- Pokazał mu środkowy palec- Ally jest moja!- Zaśmiał się donośnie i przybił z ojcem piątkę. W tym samym czasie otrzymali piłkę. Pierwszy serw należał do nich. Austin podrzucił piłkę do góry i energicznie w nią uderzył. Odebrał nią smith senior i od razu przerzucił nią na drugą stronę, gdzie odebrał ją blondasek i posłał do swojego ojca, który zrobił ścinę po skosie tak, że piłka uderzyła prosto w twarz Dallasa, który aż się wywrócił.

-Żryj piach!- Krzyknął Mike.

-Tato! Gdzie się nauczyłeś tak grać?

-No przecież w akademii materacowej. Tak właśnie testowaliśmy wytrzymałość twardej pianki materacowej. Grając nią w siatkówkę. A poza tym myślałeś, że nie byłem młody i nie chodziłem na plaże?

-To dlaczego ze mną zawsze grałeś w gry związane z materacami?

-Bo widziałem ile Ci to sprawia radości.

-Co?- Powiedział zmieszany, ale tego już nikt nie słyszał. ,,Może ten dzień nie będzie wcale taki zły?''-Pomyślał i wrócił do gry.


                                                                                  *

-Ała, skurcz!- Krzyknął Mike upadając na ziemię.

-Nic Ci nie jest?-Spytał przejęty Austin. W tym samym czasie przeciwnicy zdobyli ostatni punkt, który miał doprowadzić ich do zwycięstwa.

-Najwyraźniej przeceniłem swój możliwości. Przeze mnie nie wygraliśmy turnieju.

-To nic, tato.- Oznajmił pomagając mu podnieść z ziemi.- I tak byłeś niesamowity.

-Dzięki.- Powędrowali w stronę dwóch kobiet ich życia, które wyczekiwały ich z uśmiechami na ustach. Nie zwracając uwagi na zwycięskie okrzyki wtulili się w swoje ukochane.

-Mój bohater.- Zachwyciła się Mimi,  całując swojego męża w policzek.

-Był pan świetny, panie Moon. Gdzie się nauczył pan tak grać?

-Młodzież...- Westchnął.- Czy już nikt nie wierzy w moje możliwości?

-Ja zawsze wierzyłam.- Oznajmiła jego żona, na co on zadowolony, pocałował ją. W tym samym czasie Ally spojrzała na zegarek.

-Ale się dzisiaj nabiegałem. -ziewnął.- Najchętniej to już poszedłbym spać.

-Austin, wiem, że chciałbyś sobie odpocząć, ale muszę Cię zmartwić. Za 15 min mamy występ.

-No tak, prawie zapomniałem!-Złapał się za głowę.- Dobra to tylko jeden utwór. Dam radę, przecież jestem Moon. My nie boimy się zmęczenia, śpiworów  oraz skurczu w łydkach.- Spojrzał się w stronę ojca i wraz z nim zaśmiał się porozumiewawczo. Praktycznie tylko oni wiedzieli o co chodzi i dobrze.- Ally, skoczysz, że mną do samochodu? Muszę się wytrzeć i przebrać.

-Jasne.- Chwycił ją za rękę i razem szli przy brzegu w stronę parkingu. Było już późne popołudnie, więc słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem. Letni wiaterek owiewał ich ciała, a fale, które podmywały brzeg smagały ich stopy.

-Dziękuję Ci.- Powiedział blondyn przerywając ciszę. Nie była to niezręczna cisza, czy coś w tym rodzaju. Taką ciszę kojarzyli z czymś przyjemnym. Często siedzieli wtuleni w siebie, nie mówiąc do siebie nic, ale nie dlatego, że nie mieli sobie nic do powiedzenia, oni po prostu rozumieli się bez słów.

-Za co?- Spytała zdziwiona, przystając na chwilę.

-Za dzisiaj. Posłuchałem twojej rady i dzięki niej spędziłem najlepszy dzień z tatą. - Brunetka uśmiechnęła się do niego. Ponownie ruszyli przed siebie. Po chwili doszli do samochodu. Austin wyciągnął z niego ręcznik, którym wytarł się z potu, koszulę, która uprzednio była przewieszona przez siedzenie tak, aby nie była wygnieciona praz jeansowe spodnie do kolan. Szybko włożył na siebie, każdą część odzieży. - O jeszcze to!- Sięgnął ze schowka czerwoną chustę, którą zawiązał sobie na szyi. Zamknął samochód, po czym odwrócił się w stronę Ally, która popatrzyła się na niego krzywo.

-Proszę cię, ściągnij to. Wyglądasz jak Fred ze Scooby-Doo.- Austin uśmiechnął się do niej zawadiacko, po czym zerwał z szyi materiał i rzucił go na ziemię.- O wiele lepiej.- Wziął ją pod ramię i oboje udali się za kulisy, gdzie odbywał się koncert. Tam jeden z ekipy od dźwięku podali im mikrofony. W tym momencie ze sceny zeszła Katy Perry, która posłała do nich serdeczny uśmiech.

-Dziękujemy Katy! A teraz wystąpi przed wami niesamowity duet z ich letnim przebojem. Proszę państwa, Austin & Ally.


Tutaj macie pioseneczkę, pioseneczkę ponieważ mój zajebisty blogger mnie nie słucha i nie chce załadować mi wideo. 


----------------------------------------------------------------------------------
Hello everybody, jak tam życie? Bo ja już oficjalnie znienawidziłam ten rok szkolny wzdłuż i wszerz, mój plan jest okropny :(((( Ale nie po to tu jestem , aby narzekać, a mogłabym i to naprawdę długoooo, ale nie będę was torturować, jeszcze nie ten czas xD. BY THE WAY  jak wam się podoba  rozdział numer 6, yhym i jak ja mam pisać coś wesołego jak za 2 dni szkoła :(((( najlepiej skończę już tą notkę. Miłego wieczoru albo poranka, albo którejkolwiek porze dnia to czytacie.
Buźka <3 <3 <3
                                                            ~Alebazi

Kuźwa trochę to trwało (1,5 tyg.) i spięłam dupę. Oh God! Mój plan to również porażka! Tragediaaaaaaaaa! Ale mniejsza, jak życie? Dajecie radę? Skora Alebazi przesyła wam buziaczki na dobranoc to ja stoję u was w kuchni i smażę wam jajeczniczkę. Więc Jeden komentarz=Jedno jajeczko :D

środa, 19 sierpnia 2015

UWAGA SPOILER ROZDZIAŁU 7

Po wczorajszej obradzie podzieliłyśmy się zadaniami na blogu. Kochana Alebazi dostała zadanie napisania specjalnego rozdziału 7.  Dzisiaj wchodzę na bloggera i oglądam owoce jej pracy:
 
Yhym yhym
Już mnie boli !!!!!
(Chodzi o mózg, chociaż osobiście myślę, że to są bóle fantomowe, ponieważ jak ją może boleć coś czego nie posiada)
 
 
Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
W jubilerskim dziale
Wszystko drogie tam
Kupiłbym korale jedne, może dwa
I pokochałabyś, i uwielbiałabyś
Lecz na szyi dalej będzie nic
Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Mam już parę złotych
Zbieram drugą noc
Dałbym tobie kwiatów nawet cały kosz
I tak kochałabyś, i pogłaskałabyś
Potem z głodu łokcie będę gryźć 
Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ale ta historia ma też happy end
Bo ten zwykły kamień, okazało się
Że on ze złota był
To chyba mi się śni
Jedno wyjście pozostało mi
(Sorry mała)
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
 
Jestem pewna, że teraz nucicie sobie to w myślach.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 4

-Nareszcie wracamy do domu.- Powiedziała ospałym głosem Ally, opierając swoją głowę na ramieniu Austina.
-Zgadzam się. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- Przytaknął jej.- Dobranoc.- Powiedział po chwili, gdy usłyszał, że Ally ziewa i pocałował ją w głowę. Już po chwili zauważył, że jego ukochana oddała się w objęcia Morfeusza. Siedział tak przez chwilę nucąc jakąś wymyśloną na poczekaniu melodie, która bardzo mu się spodobała. Wyciągnął z kieszeni marynarki długopis oraz poprosił stewardessę o serwetkę. Gdy ją otrzymał od razu zabrał się za pisanie słów które same przychodziły mu do głowy.

Punkt 20:00 rozległ się dzwonek do drzwi. Brunetka niczym torpeda zbiegła po schodach, aby otworzyć swojemu ukochanemu, który przyjechał po nią, aby zabrać ją na ich rocznice.
-Czy panna Dawson jest gotowa?-Spytał wręczając jej bukiet jej ulubionych kwiatów, gdy otworzyła mu drzwi.
-Dla ciebie zawsze.-Odpowiedziała i prędko pobiegła włożyć kwiaty do wazonu. Następnie, gdy już wróciła, chwyciła blondyna pod ramię i udałą się wraz z nim do samochodu.[...]

-Austin przyznaj się... Zgubiłeś się.- Zaśmiała się Ally, widząc po raz ósmy ten sam budynek z tą samą reklamą .
-Nie... Ja po prostu jeżdżę dla zabicia czasu. Wiesz, przyjechałem po ciebie trochę za wcześnie...- Zapewniał ją, próbując zamaskować prawdę, że się pogubił.
-Oczywiście...- Odpowiedziała, udając, że  mu wierzy.- A może ten pan będzie wiedział, gdzie to jest. Podjedź do niego i się zapytaj.
-Nie!-Odpowiedział prędko. Ally popatrzyła na jego zdeterminowaną minę i zaśmiała się pod nosem.
-Rozumiem...  Twój męski honor ci nie pozwala. [...]

Austin uśmiechnął się przypominając sobie tą sytuację, po czym napisał na kartce:

                                               I'll pick you up at 8 and we can drive around

[...]Gdy wreszcie dojechali na miejsce i wysiedli z pojazdu, Austin zakrył oczy Ally.
-Czy to konieczne?- Spytała czując się niezbyt komfortowo w tej sytuacji. Z otwartymi oczami czasem miała ciamajdowate ruchy, a co dopiero z zamkniętymi.
-Bez wątpienia.- Odpowiedział zadowolony. Brunetka poczuła na swojej skórze przyjemny wiatr, pod stopami jakąś nierówną powierzchnie, a w uszach zaszumiały jej fale. Wywnioskowała z tego, że znajdują się na plaży.
-Możesz już otworzyć oczy.- Powiedział, zdejmując dłonie z jej powiek. Ally posłusznie wykonała jego polecenie. Uniosła głowę i zobaczyła najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek widziała. Bez ruchu wpatrywała się w słońce zachodzące za horyzont. Gdy już nie było go widać, rozejrzała się po okolicy. Nigdy nie była w tej części Miami. Pierwszy raz widziała to miejsce. Plaża, ocean, obok nich znajdowało się skalista górka, a po ich prawej stronie pomost zbity z już lekko przestarzałych desek. Było tu spokojne, bez żadnego zgiełku miasta.
-Austin, tu jest pięknie!- Zachwyciła się.- Jak znalazłeś to miejsce?
-Nie uwierzysz, ale kiedyś jadąc na lotnisko zabłądziłem po drodze.- Zaśmiał się, a Allyson ponownie rozejrzała się po okolicy.
-Chciałabym tu kiedyś zamieszkać.-Powiedziała zamyślona. Blondyn delikatnie ujął jej dłoń.
-Wiesz... Marzenia się spełniają. -Wpatrywali się tak jeszcze przez chwilę, aż zauważyli, że już zapada zmrok.
-Chodź... Jedziemy odwiedzić jeszcze jedno miejsce. Tym razem dla odmiany jedziemy do centrum miasta.-Ciągle trzymając się za ręce poszli od samochodu.[...]

                    Take you to the beach and we can head downtown while you hold my hand

[...] Dojechali do kina samochodowego w centrum, gdzie już znajdowało się kilkanaście samochodów z zakochanymi, którzy już siedzieli i wpatrywali się w niebo czekając na chwilę, która miała się wydarzyć lada chwila.
-Co tutaj robimy?- Spytała.
-Zapomniałaś? Dzisiaj jest noc spadających gwiazd.-Powiedział wyciągając z samochodu koc,  2 poduszki oraz kosz piknikowy.
-Faktycznie, na śmierć zapomniałam. Wiesz teraz na głowie mam Harvard oraz karierę, którą również jak ty na okres studiów trochę przystopowałam.
-No widzisz, a twój najwspanialszy mężczyzna o wszystkim pamiętał i zabrał ze sobą wszystko co potrzebne w takiej sytuacji.- Powiedział, rozkładając na pace swojego samochodu koc, na nim położył poduszki oraz kilka przekąsek z kosza. Następnie pomógł jego ukochanej wejść na bagażnik jego pick'upa, po czym sam na niego wszedł oboje się położyli, [...]

                                       We'll park it, lay down on the hood of my car

[...]-Patrz, patrz. patrz!- Krzyknął podekscytowany Austin niczym małe dziecko, wskazując na świecący punkt na niebie.- A nie... to samolot.- Zrezygnowany tym faktem zwrócił swoją głowę w stronę Ally.- Chyba już nie zobaczymy, żadnej spadającej gwiazdy.
-Spokojnie, cierpliwości. Jestem pewna, że zaraz jakąś ujrzymy.- Powiedziała wciąż wpatrując się w niebo pełne gwiazd. Blondyn poszedł w jej ślady cierpliwie wpatrując się w jeden punkt na niebie. Długo nie musiał czekać, gdyż już po chwili zobaczył to czego szukał.- Pomyśl życzenie.- Zacisnął kciuki i wymamrotał coś bezgłośnie pod nosem, po czym spojrzał na Allyson, która tak samo jak ona wpatrywała się w niego. [...]

                         Listen to the airplanes as we count the stars, tonight I'll be your man
                          And tomorrow we can do it again and tomorrow we can do it again.*


-----------------------------------------------------------------------------------------------------
*Do it again- R5
Witamy po 2 tygodniowej przerwie! Nawet nie wiecie jak nam to szybciutko, szybciutunienienieczko zleciało. Tak wiemy... Na tyle czasu nieobecności rozdział jest ZA krótki. Jeśli chcecie nas z tego powodu ukarać (nie tak jak Grey Anastasie, zboczuszki) to istnieje taka strona na blogu pt. ''pytania do autorek'', na której możecie nas spytać o Adres ;) Z góry przepraszamy osoby, które przeczytały nasz post pt. ''Nosz kurwa do kwadratu". Oznajmiamy, że ten post został opublikowany przez przypadek i był pisany w furii obu autorek. Tak to jest jeśli używa się bloggera do komunikacji... By the way, dzisiaj spięłyśmy dupencje (jako, że mamy duże dupy to trochę to trwało) i się spotkałyśmy na obradę tegoż bloga. Zmieniłyśmy wygląd, dodałyśmy parę gadżetów i wreszcie obgadałyśmy sprawę najbliższych 4 rozdziałów. PRETTY COOL...
                                                                                                                                        -Autorki


wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 3

        Dawsonowie oraz Austin właśnie zakwaterowali się w pobliskim hotelu, gdzie zamierzali spędzić noc przed powrotem do Miami. Każdy z nich poszedł do swojego pokoju, wziąć szybki prysznic oraz od razu położyć się spać, aby Austin nie miał takich zamiarów, ale do rzeczy.
        Ally, po dosyć męczącym dniu postanowiła obmyć swoje ''blade kości''. Ściągnęła z siebie ubrania i weszła pod strumień wody. Miała nadzieje, że wraz z wodą spłyną z niej te emocje po dzisiejszej kolacji. Gorące krople delikatnie łaskotały jej głowę. Zazwyczaj w takich warunkach dobrze jej się myśli, ale nie tym razem. ,,Na dziś koniec myślenia!''- Postanowiła.
         Po skończonej kąpieli wytarła swoje ciało, owinęła się ręcznikiem, rozczesała włosy i wyszła z łazienki, gdzie unosiła się słodka woń balsamu do ciała. Skierowała się w stronę łóżka i doznała nie małego szoku. Przed nią stał Austin, jej ukochany blondasek.

-Jak się tu dostałeś?-Spytała. W sumie bardziej zdziwiło ją, że stał w samym ręczniku, mniej, że w ogóle stał w jej pokoju.

-Ally...-Ujął jej policzek.- Nie zostawia się niezakluczonych drzwi.- Powiedział łagodnie.- Zwłaszcza w hotelu. Nie wiadomo kto może wejść ci do pokoju.

-Jak na razie jesteś tu tylko ty.

-Masz rację. Skorzystałem z tego, że drzwi były otwarte.- Uśmiechnął się.- Ale myślę, że nie jesteś niezadowolona z tego powodu, prawda?- Ally spojrzała na jego korpus. Znad ręcznika wyłaniała się ścieżynka, która niesamowicie ją pociągała. Jego ciało w ogóle było bardziej zbudowane, umięśnione. Mocno zmienił się od ostatniego razu. Oczywiście na lepsze, dużo lepsze.

-Ughhhhh!- Westchnęła.- Dlaczego jesteś taki przystojny?- Wpiła się w jego usta. Austin nie był zdziwiony tym faktem, od razu odwzajemnił jej pocałunek. Widać, że właśnie miał taki zamiar. Doprowadzić jej zmysły do szaleństwa. W tym samym momencie uznał, że stanie na środku pokoju zrobiło się niewygodne. Nie przerywając pocałunków wziął Ally na ręce i przeniósł na łóżko. Tam przejął nad nią dominującą pozę i zaczął całować jej szyję, co z resztą uwielbiała. Gdy zaczął schodzić z pocałunkami w dół oraz powoli rozsuwał jej ręcznik, rozległo się pukanie.

-Cholera! To mogą być rodzice!- Blondyn momentalnie zeskoczył z łóżka poprawiając ręcznik na sobie, który trochę się  poluzował oraz obmyślał plan ucieczki.- Przez balkon!- Krzyknęła w popłochu, poprawiając poduszki.- Dasz radę przeskoczyć! Mieszkasz obok mnie.-Wypchnęła go przez okno balkonowe.

-Ale jak skoczę to ci z dołu zobaczą moją męskość!-Krzyknął przyciszonym głosem.

-Skacz! Pochwal się!- Zamknęła okno balkonowe.- Już idę!- Zawołała, gdy po raz kolejny rozległo się pukanie. Poprawiła wiąz na ręczniku, chwyciła za klamkę, wyrównała oddech i otwarła drzwi.-Przepraszam, że tak długo to trwało, ale brałam prysz...

-Szampana?- Wtrąciła się jej mała Azjatka ze śmiesznym angielskim akcentem z obsługi hotelowej.

-Kochanie, ręcznik mi spadł!- Rozległ się krzyk z zewnątrz.

-Słucham?- Spytała Ally próbując powstrzymać się od śmiechu.

-Kazano mi dostarczyć szampana do tego pokoju.

-Aha.- Powiedziała już spokojnie.- To chyba jakaś pomyłka.

-Nie proszę pani, przysłał go ten golas z balkonu.- Wskazała palcem na całkiem nagiego Austina, który zakrywał swoją męskość. Ally zaśmiała się pod nosem, odebrała butelkę szampana i zamknęła drzwi. Idąc w stronę blondyna pokiwała mu butelką, po czym położyła ją na stoliku nocnym i nalała alkoholu do kieliszków. Gdy to zrobiła dopiero poszła otworzyć blondynowi, który prawdopodobnie mógł już marznąć na dworze.

-Z tego wszystkiego zapomniałem ci powiedzieć, że to może być szampan, którego dla nas zamówiłem.- Ally uśmiechnęła się do niego i go delikatnie pocałowała. Następnie stykając się czołami wpatrywali się w swoje oczy. Cały czas panowała cisza i nikt nie zamierzał tego zmieniać. No może oprócz Ally, która ponownie pocałowała blondyna. Tym razem pocałunek był dłuższy i namiętniejszy. Austin już bez żadnych skrupułów zrzucił ręcznik z brunetki, aby było sprawiedliwie. Teraz gdy oboje byli bez ręczników, zaczęli na ślepo cofać się w stronę łóżka, na które po chwili opadli. Gra toczyła się dalej...

-Czuję, że jutro wszyscy będą mówić o ,,skaczącym po balkonach mężczyźnie".- Ally leżała wtulona w tors jej ukochanego, wraz z nim wyrównując oddech oraz raz po raz biorąc łyk szampana.

-Może to i dobrze.

-W jakim sensie?-Spytała zdziwiona.

-Ten hotel od dawna nie miał takiej sensacji.- Zaśmiał się cicho i przycisnął Ally bliżej siebie. Uwielbiali ten moment kiedy było już po wszystkim. Wtedy tylko leżeli wtuleni w siebie i rozmawiali. Gdy byli na studiach, był to ich ulubiony sposób, aby móc poczuć swoją bliskość, której każdego dnia potrzebowali.-Idziemy spać?- Spytał po chwili, na co Ally mu przytaknęła. Odłożyli kieliszki, Austin wtulił ją w siebie pocałował w głowę i szepnął ,,Dobranoc"

                                                                  RANKIEM
- Ty idź obudzić Ally, a ja pójdę po Austin'a. Góra za 10 minut wszyscy mają być na dole.- Penny rozdzieliła zadania i sama udała się obudzić chłopaka. Lester przytaknął jej i wszedł do pokoju Ally najciszej jak tylko potrafił. W pomieszczeniu panowała  kompletna ciemność, podszedł więc do łóżka. Chcąc sprawić przyjemność swojej córce postanowił obudzić ją tak jak kiedyś. Powoli położył się na materacu, żeby się przypadkiem nie obudziła, otulił ją i odgarnął jej włosy.
- Skarbeńku, obudź się.- Nie czując żadnej reakcji z jej strony próbował dalej:
- Alluś, wstawaj. - Wreszcie doczekał się reakcji, lecz nie takiej jak się spodziewał.  Lester zamiast głosu swojej córki usłyszał męski głos Austin'a, który przez sen wymamrotał:
-Kochanie, nie wstajemy. Mamy jeszcze czas.
-Ccccoooo?- Lester z wrażenia spadł z łóżka. W pokoju rozległ się huk, który na dobre obudził parę. Pan D. szybko wstał z podłogi i podbiegł odsłonić rolety.
- Panie Dawson, bardzo mi miło, ale wolę Pana córkę. Jeżeli to pana w jakikolwiek sposób uraziło to przepraszam.-Stwierdził Austin, gdy wreszcie doszło do niego co się wydarzyło. Zdenerwowana Ally dała mu kuksańca w bok.
- Tato! Co Ty tu robisz?!- ,,Cholera! Znowu zapomniałam zakluczyć drzwi!" Przemknęło jej przez myśl. Lester cały czerwony odpowiedział.
- Co ja tu robię?! Co wy tu robicie! Jesteście za młodzi na te rzeczy!- Penny słysząc krzyki dochodzące z pokoju córki postanowiła wkroczyć do akcji. Rozejrzała się po pomieszczeniu i gdy przetworzyła informacje powiedziała lekko zaskoczona, a jednocześnie roześmiana:
- O Austin właśnie Cię szukałam. - Chłopak widząc minę Lestera spuścił wzrok - A Ty Lesterze uspokój się, oni są dorośli, mogą robić co chcą. - Penny widząc minę swojego byłego męża, która mówiła więcej nic tysiąc słów, dodała - Choć zejdziemy na dół, a wy ubierzcie się i przyjdziecie do nas, a my z uśmiechem na ustach będziemy na was czekać, prawda smerfie marudo?- Zwróciła się do swojego byłego męża, no co on tylko burknął coś pod nosem i razem wyszli z pokoju.

Cała czwórka usiadła już przy stoliku. Pomiędzy nimi panowała niezręczna cisza. Ally widząc zdenerwowanie swojego taty i uśmiechniętą minę swojej rodzicielki nie wiedziała co ma zrobić, a co gorsza nie wiedziała co ma powiedzieć, więc zdecydowała się  użyć swoich psychologicznych zdolności i dyskretnie odwrócić uwagę rodziców o tej nie fortunnej sytuacji, którą zastali w jej pokoju.
- O której mamy lot powrotny do Miami? - spytała, kierując swoje  pytanie do Penny
- O 15, prawda Lesterze?
- Yhym - odpowiedział zamyślony  , ta poranna sytuacja nie dawała mu spokoju, przecież Ally to jeszcze dziecko, jest za młoda na te sprawy. Może i ma te swoje 25 lat, ale co z tego! Wiek to tylko liczby. ,,A może przesadziłem? Faktycznie ona już jest dorosła"- Pomyślał, ale co ma zrobić ,że dla niego wciąż jest tą małą dziewczynką, z która dzielił swoje dotychczasowe życie.
Przy stole nastała ponownie grobowa cisza, Penny czekała na odpowiedni moment, aby wspomnieć o minionych wydarzeniach, widząc, że owa sytuacja chyba nigdy nie nastanie, postanowiła działać.
- Nie wiedziałam, ze naszą wczorajsza rozmowę o wnukach weźmiecie sobie aż tak do serca. - powiedziała lekko rozbawiona
- Mamo ! Czy możemy zakończyć ten temat jesteśmy dorośli - odpowiedziała jej Ally. Znów ta cisza... W końcu znowu do akcji wkroczyła Penny, która nie lubiła, gdy jest za spokojnie. Miała tz. zboczenie zawodowe z dżungli, w której zawsze coś się dzieje.
-Słyszeliście coś o nagim mężczyźnie skaczącym po balkonach?- Ally parsknęła śmiechem.
-Nie, pierwszy raz.- Powiedział Austin próbując zamaskować swoje "drugie oblicze".-Wiadomo o nim coś więcej?
-Ponoć ma dobrze zbudowane ciało i duż...- Nie skończyła, ponieważ przerwała im kobieta z recepcji, która jeszcze wczoraj wręczała im klucze.
- Dzień dobry, czy to Pan ma pokój 113? - spytała się zwracając się do Austin'a
- Tak, a o co chodzi ?
- Znaleźliśmy Pana ręcznik na balkonie piętro niżej.- Dziewczyna, chciała zabrzmieć jak najbardziej poważnie, ale nie mogła się powstrzymać od śmiechu.-Aha i państwa sąsiedzi chcieli panu podziękować.- Powiedziała.- Podczas, gdy mieliśmy problem z kablówką, wystarczyło wyjść na balkon po odrobinę rozrywki.- Uśmiechnęła się do niego, oddała mu ręcznik i  jak najszybciej udała się do recepcji, gdzie czekała ją masa pracy. Austin spojrzał zażenowany na Ally, próbując ukryć się przed wzrokiem państwa Dawsonów. Ally, która miała już łzy w oczach, nie mogąc już wytrzymać wybuchła głośnym śmiechem.
-------------------------------------------------------

 Hello everybody,
jak wam się podoba akcja z ,,latającym ręcznikiem", nadal nie wiem jak Aiq na to wpadła. Tak szczerze myślałam, że wyjdzie jeszcze dłuższy ten rozdział, przynajmniej na komórce tak to wyglądało, jak ja chce laptopa!!!! Never mind piszcie komentarze jak wam się podoba najnowszy rozdział, Życzę miłego dnia.
                                            ~Alebazi 

No no no no no noo no no no no no no no no there's no LIMIT!
Pamiętacie tą reklamę? Bo mi się tak nagle wzięła 'z dupencji' xD
Jak widzicie atmosfera się zagęszcza, jest gorąco, wiecie o co chodzi... O te gorące momenty.
Szczerze mówiąc nie lubię ich pisać. Lepiej się je czyta niż pisze xD Chyba, że wy wolicie takie coś pisać... :D Ja wiem, że tak. Tak... Do ciebie mówię zboczuszku! Uh ty! No mordki kochane prosimy o szacuneczek dla Alebazi (bazi, bazi kotki), która wymyśliła akcje z pobudką i śniadankiem :D Prosimy, aby ten szacuneczek był w postaci komentarzy.
                                                   ~Aiquenn

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 2

-Dlaczego Archeologia?- Spytała Penny, nabijając na widelec kolejny liść sałaty. Cała czwórka znajdowała się w nowoczesnej restauracji, której wystrój był minimalistyczny. Białe ściany, na nich czarnobiałe zdjęcia. Krzesła, stoły oraz podłoga były wykonane z jasnego, brzozowego drewna. Na samym środku lokalu stała lada, a nad nią jako "wisienka na torcie" całego wystroju wisiał ogromny żyrandol. Może i wystrój nie był jakoś specjalnie "ciepły", ale miło spędzało się tu czas i jadło przepyszne jedzenie.

-Mój tata uwielbiał oglądać filmy o Indiana Jones'ie. Stąd się wzięło jego marzenie o tym, aby zostać archeologiem. Jednak poznał mamę, odziedziczył firmę no i jego marzenie się nie spełniło.

-Ale to jest marzenie twojego taty, a nie twoje.-Zauważyła-Dlaczego nie poszedłeś na kierunek, który się tobie marzył?

-Tak naprawdę nie wiedziałem jaki kierunek chcę studiować. W końcu nadszedł czas, aby wybrać, a ja nadal nie byłem zdecydowany. Rozmowa z tatą bardzo mi pomogła. Postanowiłem studiować archeologię, aby częściowo spełnić jego marzenie i go uszczęśliwić. Sprawić by był ze mnie dumny.

-Myślę, że Mike i bez tego jest z ciebie dumny na każdym kroku.

-Tak, pewnie ma pani rację.- Westchnął cicho.- Ale nie żałuje, że wybrałem taki kierunek, a nie inny. Jestem z niego bardzo zadowolony.

-A co zamierzasz robić teraz? Będziesz jeździł gdzieś w delegacje?

-Nie, nie mam ochoty jak na razie nigdzie wyjeżdżać. Chcę się już na stałe osiedlić w Miami i pomóc Ally w prowadzeniu A&A Music Factory.- Uśmiechnął się do niej.

-To w sumie ile jesteście razem?- Tym razem zwróciła się w stronę swojej córki.

-To zależy, czy od pierwszego razu jak się spotykaliśmy, czy drugiego?

-Mieliście jakąś przerwę?

-Długa historia, ale na stałe jesteśmy już ze sobą 6 lat.

-Dokładnie 6.- Potwierdził blondyn i energicznie nachylił się w stronę brunetki, aby dać jej buziaka w policzek.

-Czyli rozumiem, że pewne "epizody" macie za sobą?-Bardziej stwierdziła niż spytała oraz przeszyła ich pytającym wzrokiem. Auslly uśmiechnęło się speszone. Dobrze wiedzieli o jakie "epizody" jej chodziło. Nie zaprzeczali. Uznali, że to nie miałoby sensu. Lepiej, że Penny się o tym dowiedziała niż Mimi. Ona raczej nie należała do grona szalonych i wyluzowanych matek.- Czyli tak. Skoro już tyle o sobie wiecie  to nie myśleliście jeszcze o ślubie?- Lekko się zarumienili. Co prawda już kiedyś planowali ślub, ale tylko w ramach projektu do szkoły w ostatniej klasie liceum. Co nie zmienia faktu, że już wtedy śnili po nocach o poślubieniu swojej drugiej połówki. Austin spojrzał na Ally pytającym wzrokiem, jakby oczekiwał, że ona coś odpowie. Jednak ona nic nie mówiła tylko wpatrywała się w jedzenie na talerzu.

-Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym.- Powiedział po chwili namysłu, na co brunetka mu przytaknęła.

-Ja nie wiem dlaczego młodzież tak się zgrywa! Jesteście już dorośli, oboje po studiach, z tego co widzę oboje jesteście ze sobą szczęśliwi...-  ,,Ma rację". Przyznał jej w myślach Austin. Sam nie wiedział dlaczego jeszcze się nie oświadczył Ally, przecież kochał ją ponad życie. Może czekał po prostu, aż skończą studia, aż będzie cała dla niego, a nie tylko 3 razy do roku, jak było przez ostatnie 5 lat. Spotykali się głównie na gwiazdkę, Wielkanoc oraz ich rocznicę, jednak nie zmieniało to faktu, że starali się, aby każde z tych spotkań było specjalne, idealnie. Może dlatego właśnie ich związek przetrwał próbę czasu oraz odległość, która ich dzieliła.

-Mamo, to skomplikowane.- Powiedziała Ally, myśląc, że to zdanie sprawi, że jej rodzicielka nie będzie bardziej wnikać w ten temat.

-Tu nie ma nic skomplikowan... Aaaaa... Już rozumiem o co wam chodzi.- Zdziwiło  to parę. Jak to możliwe, że ona o tym wiedziała, skoro oni tego nie wiedzieli.- Boicie się zobowiązań, to normalne. Wolcie żyć w wolnym związku. Skoro tak, to chociaż postaralibyście się o dziecko.- Walnęła ni z gruchy, ni z Pietruchy. Auslly gdy to usłyszało o mało nie udławiło się własną śliną.- No weźcie! Chciałabym już poniańczyć wnuki. W gazecie przeczytałam, że to idealny wiek na zostanie babcią.

-Mmaa...Alllee...

-Austin twoja mama pewnie uważa tak samo.- Stwierdziła.

-Nnnniiieee wieeeeemmm.- Zająkał się.

-Wiesz co zadzwonię do niej. Jestem pewna, że podzieli moje zdanie.- Powiedziała i zaczęła szukać telefonu w swojej torebce.

-Tato! Zrób coś!- Pisnęła Ally do Lestera, który siedział cicho, zajmując się powolnym sączeniem pepsi przez słomkę.

-O nie słoneczko, myślisz, że dlaczego jestem z twoją matką tyle po rozwodzie? Nigdy nie miałem prawa głosu, to ona nosiła spodnie w tym domu.

-Jest!- Krzyknęła podekscytowana Penny, gdy znalazła swój telefon. Wykręciła numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.

-No cześć, Mimi. Penny z tej strony. Tak dokładnie, mama Ally. Tak, ta od gorylów. Słuchaj, jesteśmy właśnie w restauracji i jakoś zaczął nam się temat o wnukach. Aha. Tak. Tak? No widzisz, to super! Dobrze, przekażę. No, całuski, buziaczki, papatki.- Schowała telefon do torebki i wróciła do rozmowy. - Austin twoja mama powiedziała, że już dawno o tym myślała, ale nie wiedziała jak ci to z ojcem powiedzieć. - Przełknął nerwowo ślinę.- Powiedziała, że nie może się doczekać nowego księcia w królestwie materacy skoro i tak wolałeś robić karierę.

--------------------------------------------------------------
Oto  nasz drugi rozdział, rozdziałek, rozdziałuniuiuś...
Dziś dowiadujemy się, że Penny, gdy już nie ugania się za małpiątkami w jungli chce poniańczyć wnuki, a co na to nasze Auslly? Czy weźmie sobie jej prośby do serca? Prawdopodobnie dowiecie się w przyszłym rozdziale. UWAGA SPOILER! W 3 rozdziale możecie spodziewać się akcji z balkonem i "latającym ręcznikiem".

                                                    ~Aiquenn

Serio? Spoiler? 
No dobra niech Ci będzie. By the way dziękujemy za pierwszy komentarz, to naprawdę dużo dla nas znaczy :))) Mam nadzieje, że będzie więcej takich dobrych duszyczek, które podzielą się z nami swoją opinią.
Miłego wieczoru Wam życzę.
                                             ~Alebazi