sobota, 10 października 2015

ONE SHOT- The book about my soldier.

      Dwie kreski. Dwie malutkie, czerwone kreski, które dały jej tyle szczęścia. To uczucie rozpierało ją od środka. Jedyne o czym teraz marzyła to spojrzeć mu w oczy, wtulić się w jego tors i podzielić się z nim tą radosną nowiną. Nie mogła...
      Miało to być ich pierwsze dziecko. Starali się o nie już od ponad roku i dopiero teraz doczekali się rezultatów. Było ono dla nich czymś w rodzaju dopełnienia regułki ,,szczęśliwej rodziny", lecz dla Ally było czymś więcej. Było spełnieniem jednego z jej marzeń, a także było zapewnieniem, że nie zostanie sama.
      Austin, bo tak miał na imię jej małżonek, był żołnierzem walczącym w Afganistanie. Zamiłowaniem do obrony państwa zaraził się, gdy jego mama posłała go do szkoły wojskowej twierdząc, że bardzo dobrze spędzi tam czas, pozna przyjaciół i także obierze swoją własną drogę, którą będzie kierował się w życiu. Faktycznie tak było. Nauczył się tam wielu pożytecznych rzeczy, poznał dobrych kumpli, w tym wspaniałego przyjaciela, który wskoczyłby za nim w ogień. Brunetka bardzo dobrze o tym wiedziała, gdyż już po raz pierwszy, gdy się spotkali opowiedział jej o tym, a także o życiu w armii:
        Był piękny słoneczny poranek. Temperatura na dworze wynosiła ok. 25 stopni, przez co człowiek odczuwał ciepło w bardzo przyjemny sposób, nie męcząc się nadmiernym upałem.
Ally jak zwykle, w dzień powszedni pracowała w swojej własnej księgarni, umieszczonej na  rogu jednej z najpopularniejszych ulic tego miasta.Mimo tego, że księgarni nie odwiedzały tłumy to brunetka spokojnie zarabiała na dostatnie życie.
        Jak co dzień, gdy nie było ludzi w sklepie zagłębiała się w lekturę tak bardzo, że nawet gdyby czołg przejechałby po dziale z literaturą autobiograficzną nie uniosłaby wzroku z linijki tekstu, którą aktualnie czytała.
       Dzisiejsza książka nie wciągnęła jej tak bardzo jak poprzednia. Była napisana trudnym językiem, a fabuła pozostawiała wiele do życzenia. Mając to w zwyczaju zaczęła miętolić róg kartki, ale tym razem coś jej przerwało. Mianowicie usłyszała bicie dzwoneczków zawieszonych nad drzwiami. Była to oznaka, że ktoś wszedł do jej księgarni. Uniosła wzrok kierując go w stronę klienta w między czasie wkładając zakładkę między strony opasłego tomu, po czym położyła go na blacie.
-Dzień dobry.-Blondyn przywitał się z szerokim uśmiechem na ustach, który Ally od razu odwzajemniła, odpowiadając tym samym.-Czy mogłaby mi pani powiedzieć jak dostanę się na st.Michael street?- Spytał łagodnym, lekko zachrypniętym głosem.  Brunetka przyjrzała mu się.
      Był szczupły, ale za to bardzo umięśniony. Miał na sobie podarte, jasne jeansy i biały t-shirt, który eksponował jego biceps. Na przedramieniu zauważyła tatuaż przedstawiający wilka, a niedaleko obok niego bliznę ciągnącą się od łokcia ze 3 cm w górę.
       Był wysoki, na oko mierzył ok. 185 cm, a jego najbardziej charakterystyczną cechą była blond czupryna zarzucona na lewą stronę, przez co długawa grzywka zasłaniała część jego czoła. Co tu dużo mówić, był najprzystojniejszym mężczyzną jakiegokolwiek Ally w życiu widziała. Nieznajomy był dokładnym odwzorowaniem bohaterów książek do których wzdychała, gdy je czytała.
      Była zdziwiona, że pyta się jej o drogę. W tym współczesnym świecie, w którym oboje się znajdowali człowiek potrafił załatwić wszystko za pomocą dwóch machnięć palcem po ekranie smartfona. Mimo tego uwiodła ją jego ciepła barwa głosu.
-Powinien pan skręcić tutaj za rogiem w lewo, jechać prosto aż dojedzie pan do Sunset Street, potem przez Bush'a, Lincoln'a, skręcić na Lablador Street i cały czas prosto aż do st. Michael Street.- Blondyn popatrzył na nią skołowany.- To ja panu pokaże na mapie.- Powiedziała i poszła między regały w poszukiwaniu rozkładu miasta. Przez ten cały czas czułą na sobie wzrok przystojnego blondyna. Czuła, że coś ją rozrywa od środka. Coś, czego jeszcze nigdy nie czuła. Nie było  to dla niej komfortowe. Przeszkadzało jej to w skupieniu się nad poszukiwaniami.-Mam!-Krzyknęła, unosząc  nad głową rozkład. Rozłożyła go na blacie, po czym po kolei wskazywała na wcześniej wymienione ulice.
-Kupiłbym tą mapę od pani.- Powiedział wyciągając portfel z tylnej kieszeni spodni.-Ile płace?
-Pan tu jest nowy?-Wtrąciła mu się, na co on pokiwał głową.
-Niezupełnie. Urodziłem się tutaj, mieszkałem przez jakiś czas, ale później poszedłem do szkoły wojskowej, potem do armii i tak jakoś wypadło, że nie zabawiłem tu od jakiś 10 lat.- Już wiedziała skąd miał tą bliznę. Nie bez powodu nie wyglądała na taką zrobioną przez przypadek. Przyglądając się torsowi mężczyzny zastanawiała się, czy pod T-Shirtem kryje się ich więcej. Była pewna, że tak i była pewna, że każda z nich skrywa ciekawą na swój sposób historię, która opowiadałaby o tym jak jego życie każdego dnia jest zagrożone.
-Dla pana rozkład jest za darmo.- Z jednej strony dziwił ją fakt, że odbiera sobie możliwość zarobienia 7 dolarów, a z drugiej poczuwała się do podziękowania mężczyźnie za ratowanie między innymi jej życia na polu walki.
Odepchnęła delikatnie jego dłoń trzymającą rozłożony portfel.
-Nie, naprawdę. Zapłacę pani. Nie  chcę jakiejś łaski, tylko dlatego, że jestem w armii.
-Nie robię tego dlatego, że jest pan w armii.- Blondyn spojrzał na nią pytającym wzrokiem.- Przecież to jest pana rodzinna miejscowość, a ja panu pomogłam tylko się w niej nie pogubić, to wszystko.- Wzruszyła ramionami.
-Aczkolwiek mapa trochę kosztuje.-Zauważył, unosząc jedną z jego krzaczastych brwi.
-Grosze.- Zapewniła go uśmiechając się do niego, co on od razu odwzajemnił, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów.
-Skoro pani tak twierdzi.-Widać było, że nie czuje się komfortowo z tym, że otrzymał coś za darmo. Widocznie przywykł do tego, że na wszystko trzeba sobie zapracować.-Nie wypada kłócić się z kobietą.- Schował portfel do tylnej kieszeni spodni, po czym zaczął składać mapę.- Ałć!- Syknął, po czym przyłożył zraniony palec do ust.- Przeciąłem się.
-Niech pan mi to pokaże.- Powiedziała, w tym samym czasie odbiegając do miejsca, w którym prawdopodobnie znajdowała się woda utleniona i kilka plastrów. Blondyn ułożył dłoń na dłoni brunetki. Była o wiele większa od jej, więc musiała złapać ją obiema, po czym dokładnie zaczęła oglądać malutką ranę, aż w pewnym momencie zauważyła, że mozolnie wydobywa się z niej mała kropelka krwi, która spłynęła po palcu i spadła na blat.  Ally momentalnie poczuła jak traci nad sobą kontrolę. Nogi zaczęły jej się uginać jakby były z waty, a przed oczami pojawiły się mroczki. (nie, nie chodzi o tych bliźniaków- od aut.)  Nie trzeba było długo czekać, aż zapadła całkowita ciemność, a ona zemdlała.
       Powolnie uniosła powieki jeszcze nie obudzonych oczu, rozglądając się po pomieszczeniu. Była na zapleczu, czyli w miejscu, gdzie aktualnie nie powinna być. Powinna stać za ladą i pilnować sklepu. Zaczęła grzebać się w miejscu, czując, że leży na czymś miękkim. O nie! Tego już za wiele. Zawsze przestrzegała zasad i nie uznawała obijania się w pracy. Zapominając o tym, że jeszcze tak niedawno zemdlała, energicznie uniosła się z sofy, lecz coś, a dokładniej ktoś, a najdokładniej umięśnione ręce tego kogoś przywróciły  ją spowrotem do pozycji na wznak.
-Powinna pani leżeć.- Oznajmił. Nie powiedział tego wesołym głosem jakim ją przywitał, ale także nie był to surowy głos. Był bardziej... Zatroskany?
-Ale sklep!- Wyrwała się, lecz ponownie poczuła, że jest przyciągana w stronę kanapy.
-Tak jak mówiłem, powinna pani leżeć.- Przykrył ją do ramion kocem, po czym zniknął z jej pola widzenia.- Nie obrazi się pani...
-Ally.- Wtrąciła bez zastanowienia.
-Słucham?- Stanął za oparciem sofy.
-Mam na imię Ally.- Powtórzyła zwracając głowę w stronę blondyna, który ujął jej dłoń i ucałował jej wierzch.
-Austin.- Ten gest nieco skołował brunetkę, ale nie zamierzała zrobić nic w tym kierunku, aby go przerwać. Za bardzo jej się to podobało.-Przepraszam.- Powiedział skruszony.- Jestem trochę staroświecki.
-Nic się nie stało. Nie wielu jest takich na świecie.- Zaśmiała się, a Austin już wiedział, że ten śmiech zapadnie mu na długo w pamięci. W jego oczach pojawiły się iskierki, a kąciki ust mimowolnie uniosły się do góry. Również jego mięśnie się rozluźniły, chociaż sam nie wiedział dlaczego wcześniej były napięte. Nie miał nad tym kontroli.
-Więc...-Zaczął, przerywając ciszę.- Pracujesz w tej księgarni?
-W zasadzie jest ona w moim posiadaniu.- Przyciągnęła kolana do klatki piersiowej, robiąc miejsce dla blondyna.
-Czyli interesujesz się książkami.- Zauważył, siadając jej w nogach, przysuwając się jak najbliżej brzegu sofy. Jedną rękę ułożył na kolanach, a drugą podpierał sobie głowę.
-To nie jest zwykłe zainteresowanie, pasja. To coś więcej.- Westchnęła, jakby nabierała powietrza, aby móc spokojnie opowiedzieć historię, która praktycznie nie miała końca, ponieważ wciąż była pisana.- Książki pojawiły się na świcie odkąd tyko człowiek nauczył się pisać. Są one jedną z ważniejszych części historii. Przecież to dzięki nim wiemy tyle o dawnych czasach, albo wiemy jak się zachować w danej sytuacji.- Austin nie odrywając wzroku ani na chwilę, ledwo mrugając wsłuchiwał się w słowa brunetki. Jeszcze nigdy nie widział osoby, która z taką z taką pasją opowiadała o czymś.- Książka jest lekarstwem, lekarstwem dla duszy. Dzięki niej człowiek może znaleźć się w innym świecie, odpłynąć, zostawiając w tyle szarą rzeczywistość wraz z problemami. Pamiętam, że jak była mała mój tata mimo tego, że przychodził z pracy tak zmęczony, że nogi mu się same uginały, zawsze czytał mi książkę na dobranoc, albo opowiadał wymyśloną na poczekaniu historię. Po czym całował mnie w czoło i szedł do mamy.-Westchnęła, a jej wzrok utkwił w miejscu. Czuła, że pod powiekami zaczynają toczyć się jej łzy.- Przepraszam.- Pociągnęła nosem, a wierzchem dłoni wycierając sobie policzek.- Zagalopowałam się.- Uśmiechnęła się przelotnie na wspomnienie ojca. W zasadzie to sama nie wiedziała dlaczego zaczęła zwierzać mu się i podawać informacje na temat jej dzieciństwa. Znali się co najwyżej od 30 minut? Nie więcej, a już powiedziała mu zdanie więcej niż nawet powiedziała najlepszej przyjaciółce.
-Nic się nie stało. Widać było, że ci to ciążyło.
-No może trochę.-Odlepiła wzrok od ściany i spojrzała na Austina.- Skoro już ci się tak wygadałam to może powiesz coś o sobie?
-Nie lubię opowiadać o sobie. Czuję się wtedy jak egoista.
-Ale przecież nie jesteś egoistą skoro ja już o sobie opowiedziałam co nieco.- Spojrzała na niego zachęcającym wzrokiem. Blondyn odcharknął, wziął wdech i zaczął mówić.
-No więc tak jak mówiłem. W wieku 16 lat udałem się do szkoły wojskowej, w zasadzie to moja mama mnie tam posłała. Sama tam kiedyś chodziła i myślę, że zanim się jeszcze urodziłem miała już to w planach, aby mnie tam posłać.-Zaśmiał się krótko.- Ale nie mam jej tego za złe, no może trochę. Poznałem tam najlepszego przyjaciela, który nie raz uratował mi tyłek na froncie. Jednak ta szkoła miała swój minus... Podczas ostatniego roku nauki tam, był nabór do wojska, aby walczyć przy swoich rodakach w Afganistanie. Cała moja klasa się zaciągnęła, a ja mimo tego, że nie chciałem zrobiłem to samo, aby ich nie zawieść i nie wyjść na mięczaka.
-Nie wyszedłbyś na mięczaka... To nie twoja wina, że nie ciągnęło cię do złapania za broń i zabijania nią ludzi.
-Może i masz rację, ale wtedy tego nie rozumiałem.-Prychnął.- Do dziś pamiętam minę mamy jak żegnałem się z nią na lotnisku. Płakała... Serce pękło mi na milion kawałków. Później było jeszcze gorzej... Każdego dnia widziałem jak ludzie padają jak muchy. Nie rozumiałem jak jeden człowiek może zrobić coś takiego bliźniemu. Dlatego zostałem tam na 4 lata.
-Co potem?
-Gdy zaczęło się robić trochę spokojniej poszedłem do mojego przełożonego i powiedziałem mu, że tak dłużej nie wytrzymam. O dziwo zrozumiał mnie, poklepał po ramieniu i kazał pozdrowić rodziców. Jak najprędzej spakowałem się i w ramach wypoczynku pojechałem na małe wakacje. Dziś w nocy przyleciałem do kraju i miałem zamiar spotkać się po tylu latach z rodzicami, ale jak pewnie już wiesz pogubiłem się.- Ally nie mogła oderwać od niego wzroku. W głowie miała zamęt. Nie wiedziała co się z nią dzieję. Miała wrażenie, że zaraz ponownie zasłabnie, a to przez blondyna, który również wtapiał w nią swój wzrok. Jeszcze nigdy nie czuła czegoś takiego w obecności drugiego człowieka. Co tu dużo mówić. Nigdy nie czuła się tak w obecności mężczyzny, co najgorsze, nie miała pojęcia co z tym zrobić.
-Słabo mi.- Mruknęła. Austin momentalnie się pobudził.
-W takim razie nie będę cię forsować. Zabieram cię do domu.- Postanowił, zabierając brunetkę na ręce, a ona nie protestowała. Była na to za słaba.- Mieszkasz z kimś? Rodzicami, albo chłopakiem?
-Sama. Nie mam chłopaka.- Nie wiedząc dlaczego na tą wiadomość uśmiechnął się w duchu.
-Postanowione.- Powiedział układając ją na przednim siedzeniu w jego samochodzie.- Jedziesz ze mną do domu.
       Austin faktycznie postąpił tak jak postanowił. Zawiózł Ally do swojego domu lub pałacu, jak to ona uważała, gdzie zapewnił jej nocleg oraz pożywienie.
       Moon'owie należeli do ludzi majętnych, ale nie takich, których bogactwo zepsuło. Przyjęli Ally z rozłożonymi rękoma mimo tego, że w ogóle jej nie znali. Zapewnili jej najlepsze dobra jakie tylko  mogli, a nie chcieli nic w zamian. Już na powitaniu polubili Allyson, nie wspominając również o ich synu, który był nią oczarowany.
 Brunetka spędziła u nich jedną noc, po czym wróciła do swojego domu, do szarej rzeczywistości.
Dzień mijał za dniem. Słoneczko świeciło odgarniając najczarniejsze z chmur, ptaszki świergotały na jednym z drzew pobliskiego parku, a uroczy mężczyzna cały czas pałętał się w myślach brunetki. Oczywiście jak zwykle do sklepu nie targnęły tłumy, więc Ally czytała kolejną książką, po tym jak w męczarniach skończyła tamtą. Miała zamiar zająć czymś umysł. Byle tylko nie myśleć o nim, lecz nic nie mogła poradzić na to, że podświadomie wyobrażała sobie ją otuloną jego silnymi ramionami.
-Ally...
-Nie Trish, nie jestem w nim zakochana!-Krzyknęła, rzucając dziełem w stronę ciała swojej przyjaciółki.
-Wmawiaj sobie!- Przekrzyczała ja, chwytając za klamkę. Zirytowana  zaborczą postawą dziewczyny wyszła ze sklepu,  w drzwiach mijając jakiegoś klienta.
-Boże!- Kucnęła, aby podnieś to czym rzuciła i odniosła na półkę.
-Dzień do...
-Dajcie wy mi ludzie święty spokój!-Wtrąciła się, nie zwracając jakiejkolwiek uwagi na petenta.
-Jasne.- Nie przejął się zbytnio odrzuceniem ze strony kobiety. Wchodząc tu widział poddenerwowaną szatynkę , więc był pewien, że to z tego powodu było takie uniesienie na zupełnie bezwinną osobę. Dlatego postanowił próbować dalej-  Ale czy wpierw wytłumaczy mi pani jak dojadę na st. Michael street?- Brunetce momentalnie opadła całą złowieszcza energia. Została wyparta przez poczucie szczęścia pomieszanego z obawą.
Poprawiając sobie włosy i sprawdzając oddech, obejrzała się za siebie i ujrzała kogoś o kim myślała 24 godziny na dobę, przez 7 dni. Momentalnie powiększyły się jej źrenice, serce przyspieszyło swój rytm, a nogi zaczęły się uginać pod jej ciężarem. Dżentelmen stał przed nią ze szczerym uśmiechem w ręce trzymając bukiet krwistoczerwonych róż. Brązowooka starała się powstrzymać uczucia, które nią targały, jednak nie mogła nic na to zaradzić. Przez jej ciało przeszedł zimny dreszcz, aż się wzdrygnęła. Podeszła bliżej, a na jego uśmiech na twarzy się poszerzył. Szepnął ciche cześć, wręczył jej kwiaty i zaprosił na kawę, którą sam przygotował na zapleczu.
     W ten sposób zaczęła się ich długotrwała znajomość, która szybko przerodziła się w miłość. Już wtedy oboje wiedzieli, że nie są sobie obojętni, że to nie jest przelotne zauroczenie. Już wtedy wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. Nie odstępowali siebie na krok. Do południa przesiadywali w księgarni czytając sobie nawzajem cytaty z książki, które im się spodobały, a wieczorami zaś oglądali filmy, rozmawiali, albo siedzieli tylko wtuleni w siebie. Rozłąka w ich przypadku nie wchodziła w rachubę. Nawet kiedy Ally poleciała do innego stanu odwiedzić swoich rodziców i 10-letniego brata, których nie widziała ponad 2 lata.
-Kiedy wracasz?- Odezwał się stęskniony głos w słuchawce. Ally już od ponad godziny siedziała na ganku swojego domu, rozmawiając z Austinem, raz po raz biorąc kolejne łyki gorącej herbaty. Był wieczór późnej jesieni.  Z drzew zdążyły poopadać już prawie wszystkie liście o bogatym ubarwieniu, pozostawiając gołe gałęzie. Dnie "umilała" pogoda. Niebo cały czas było szare, zachmurzone tak, że widoku słońca można było nie uraczyć,  a noce i poranki były niezwykle mroźne. Bez swetra nie wychodź.
-Za tydzień.- Oznajmiła, a w zamian tego usłyszał jęk.
-Tak długo? Nie wytrzymam.
-Austin, jestem tu dopiero 3 dni.
-Wiem, ale bardzo za tobą tęsknię.- Mimo, że go teraz nie widziała była pewna, że w tym momencie uśmiechnął się i przechylił głowę. Zawsze tak robił, gdy mówił, że za nią tęskni.
-Wiem ja za tobą też.
-Mam nadzieję, że masz na sobie kurtkę. Nie chciałbym, żebyś się przeziębiła.
-Nie, ale za to mam na sobie twój sweter.- Schowała zmarzniętą dłoń w przydługim rękawie zaciągając się zapachem, który się z niego wydobywał. Był lekko spocony, ale nie prała go celowo, ponieważ ten zapach przebijał mocny zapach jego perfum.- Chyba powinnam ci go wreszcie oddać.
-Myślę, że będziesz miała okazje.-Stwierdził śmiejąc się cicho.-Kocham cię.- Szepnął.
-Kocham cię.-Odpowiedziała równie cicho.
-Kocham cię.-Powiedział ponownie, odchrząkując. Po drugiej stroni słuchawki wydawało się to takie realne, że brunetka myślała, że za oknem czai się jej tata, który ją podsłuchuje.
-Kocham cię.
-Kocham cię.-Głos stawał się coraz głośniejszy, a Ally miała wrażenie, że słyszy go w rzeczywistości, a nie w słuchawce.
-Dziwne. Mam wrażenie jakbyś stał blisko mnie.
-Może dlatego, że bardzo cię kocham.- Powiedział wyraźnym już głosem ukazując się swojej dziewczynie zza samochodu jej rodziców. Brunetka upuściła telefon z ręki czem prędzej biegnąc w stronę Austina który czekał na nią z rozłożonymi rękoma. Mocno wtuliła się w jego ciało, tak, że jego silne ramiona prawie ją ukryły.
-Co ty tu robisz? -Spytała nie mogąc wyjść z podziwu.
-Nie mogłem bez ciebie wytrzymać.  Nie miałem gdzie się podziać i co ze sobą zrobić. Jesteś moim światłem w ciemności. powietrzem, którym oddycham. Wodą, którą pijam. Moją książką, którą wciąż czytam i nie mogę się doczekać, aby przeczytać kolejne rozdziały. A co się dzieje jeżeli odbierze się człowiekowi te wszystkie wartości? On usycha w środku.- To były bez wątpienia najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszała. Nikt jeszcze nie skierował do niej czegoś o takiej wartości.  Wciąż nie miała pojęcia jak to się stało, że ktoś taki jak Austin należał do niej.  Był ideałem mimo tego, że miał małe wady, z resztą jak każdy. Ale ona je akceptowała, bo przecież... Czy na tym nie polega miłość?
       Tego dnia po raz pierwszy się kochali. Nie chcąc zostać nakryci przez rodziców Allyson, ukryli się w pomieszczeniu gospodarczym jej taty, gdzie energicznie zgarniając wszystkie szpargały z podłogi, położyli się na niej, gdzie po wszystkim przykryli się kocem, który znaleźli w którejś z szafek. Było to dla nich coś nowego. Oboje robili to po raz pierwszy, ale nie byli tym faktem zestresowani. Znali się na tyle dobrze i kochali się równie bardzo, że nie bali się obnażyć swojego ciała przed sobą. Kierowało nimi głównie uczucie pożądania i dzikość jakiej jeszcze nie znali ze swojej strony, co nie oznaczało, że nie było to przepełnione miłością. Było i to bardzo.
    Gdy było już "po wszystkim" oboje wtulili się w siebie, wymieniając płytkie oddechy. Leżąc w ciszy Austin dostrzegł grubą książkę na falbanku. (to taki stół jak faceci mają w garażu, gdzie leżą ich wszystkie graty i przy których majstrują- od aut.) Wychylił się jak najbardziej mógł, byle tylko nie wstawać, aby móc ją dosięgnąć. Była to biblia. Stara, obita skórą na okładce, gdzie boki były już doszczędnie powycierane, a kartki zżółknięte.
     Ojciec Allyson, był pobożnym człowiekiem. Miał w zwyczaju zaszywał się gdzieś na podwórzu, zazwyczaj siedział w cieniu pod drzewem lub w jego warsztacie i studiował linijkę po linijce pisma świętego. Co niedziele uczęszczał do kościoła, a w każdą sobotę szedł do pastora na podwieczorek porozmawiać z nim o życiu i zazwyczaj do domu wracał późnym wieczorem bywało nawet, że o 2 w nocy.
    Austin przerzucił kilkaset kartek trafiając na jedną, najbardziej wytartą, po czym biorą jeden głębszy wdech i zaczął czytać:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość

Ally mruknęła cicho, a Austin pocałował ją w głowę, tak jak robił to jej tata. Widział, że ten gest szczególnie sobie umiłowała i działa na nią bardzo kojąco.
-Idziemy spać?- szepnął wprost do jej ucha, nosem odgarniając nadmiar włosów z niego. Brunetka ponownie mruknęła kładąc się na prawym boku, otulona silnymi ramionami blondyna. Zamykając ospałe powieki stwierdziła:
-Dzisiaj przekreśliłeś swój byt staroświeckości.
-Tak?
-Yhym. No wiesz... Takie rzeczy? Przed ślubem?
-Hmmm... Faktycznie.- Stwierdził.- W takim razie... Wyjdź za mnie.- Ally momentalnie otworzyła oczy czując jak napływają do nich łzy. Odwróciła się w stronę blondyna, aby móc spojrzeć na jego twarz. Przez załzawione oczy nie widziała za wiele, większość była zamazana, jednak zauważyła jego uśmiech, który świadczył o szczerości zdania, które przed chwilą wypowiedział.
-Dobrze.- Oznajmiła.- Ale nie dziś. Aktualnie chce mi się spać.- Blondyn zaśmiał się cicho i oboje zasnęli.

         Niedługo po tym narzeczeni wzięli huczny ślub. No może nie taki huczny. Była na nim ich rodzina (nie uwzględniając ciotek brata synowej żony ojca teściowej ze strony matki, tak jak to się robi zwykle na weselach. Metoda ta nazywa się na pokaz i "zapchaj dziurę") oraz najbliżsi przyjaciele.
         Ally wraz ze swoim ojcem maszerowała w rytm marsza Mendelsona, aby móc wreszcie zawrzeć związek małżeński ze swoim ukochanym, który stał w mundurze przy zaprzyjaźnionym pastorze.  Oboje byli ze stresowani, jednak stojąc razem przy ołtarzu nie mieli żadnych wątpliwości co do wspólnego życia jako państwo Moon.  Nabożeństwo było piękne i wzruszające, za co wesele, które odbywało się w romantycznym parku, nad rzeką trwało do białego rana. Jednak nowożeńcy niezauważalnie urwali się z niego trochę wcześniej, aby móc spędzić noc poślubną tak, jak się ją spędza. Następnego dnia, po śniadaniu oboje wyruszyli w swoją podróż poślubną. Lot trwał ponad 5 godzin zanim trafili na wyspy tropikalne, które charakteryzował zupełnie inny klimat niż w miejscowości, w której zamieszkali tuż po ślubie. Mianowicie znaleźli sobie niewielką stancje w kamienicy nad księgarnią, którą prowadziła Ally. Los chciał, że jeden z jej mieszkańców się wyprowadzał, a Austin chciał, aby jego żona miała jak najlepiej w życiu, więc w tajemnicy przed nią kupił to mieszkanie, czym zrobił jej niemałą niespodziankę. Skąd miał na to pieniądze? Ally też się dziwiła, ale obawy jej prędko minęły, gdy jej mąż wytłumaczył jej, że mieszkanie nie było takie drogie, sporo zaoszczędził podczas służby w wojsku, a jego rodzice dołożyli mu brakującą część pieniędzy. Przy majętności jego rodziców spokojnie mogli wybudować sobie wielki dom z ogromnym ogrodem, ale wcale tego nie chcieli, może nie teraz. Na ten moment oboje mieli zamiar sami o siebie zadbać, nie pobierając pieniędzy z konta ich rodziców, którzy stali dla nich zawsze z otwartymi ramionami i portfelem.
        Małżeństwo leżało razem na stercie poduszek ubitych na dębowych panelach, oglądając telewizje, w której jak co niedziele leciał jakiś z filmów familijnych. W zasadzie prawie wcale jej nie oglądali. Kolorowy ekran migał sobie tylko po to żeby migać.
          Mieli już za sobą roczny staż wspólnego życia. Jak dotąd świetnie im się układało, wiadomo, jak każda para kłócili się, ale nie na poważnie i zazwyczaj już po chwili byli pogodzeni.
-Nie uważasz...- Zaczął, zataczając palcem kręgi na jej brzuchu- Że może pora, aby pozostawić jakiś ślad po sobie?- Spytał, delikatnie zaczynając rozmowę. Nie wiedział jak jego małżonka mogła zareagować na jego chęć do posiadania dziecka. Kochał Ally i to bardzo, ale od jakiegoś czasu pragnął dzielić tą miłość z kimś jeszcze, dokładnie z jego potomkiem.
-A w jakiej postaci miałby być ten ślad? Chłopca czy dziewczynki?
-Nie ważne kogo, ważne, aby miał oczy i inteligencje po swojej rodzicielce.- Uśmiechnął się, po czym wpił się jej w usta, zaczynając ich "projekt".
          Ponad rok trwały ich starania, aż nie przerwała tego jedna wiadomość.
Nad ranem Austina obudził pewien telefon, który całkowicie sprawił, że oniemiał, a do jego oczu zaczęły napływać łzy. Ally słysząc jego ciche pochlipywania obudziła się.
-Kochanie co się stało?
-Ja... ja... j...
-Spokojnie. Weź wdech i wydech i powiedz co się stało.- Instruowała go, głaszcząc po plecach.
-Ja... Dostałem wezwanie... -Łkał. Nie był w stanie wypowiedzieć zdań w całości.- Sytuacja się pogarsza... Wszyscy się zaciągają... Ja... Muszę jechać...-Spojrzał na nią oczami przepełnionymi bólem. Co gorsza zamiast pokazać swojemu mężowi, że powinien być silny, sama się rozkleiła.
           Mimo, że bardzo dobrze to rozumiała, nie mogła się z tym pogodzić. Nie powiedziała nic. Załamana wtuliła się w jego plecy, łkając razem z nim. Wiedziała, że może już go nie zobaczyć i to ją najbardziej bolało. Mimo tego dziękowała Bogu za to, że miała okazje spotkać kogoś tak wspaniałego jak Austin, którego aktualnie mogła nazywać swoim mężem. Nie mała mu  za złe tego, że był on żołnierzem. Nie miała na to wpływu, że tak się stało. Gdy on podejmował decyzje jeszcze się nie znali.
-Ja nie chcę! Nie chce tam wracać! Nie chce wracać do tej krwawej rzeźni!- Krzyczał, waląc pięściami w poduszkę. Brunetka mocniej wtuliła się w jego ciało chwytając za silne ramiona tak, aby go uspokoić. Nie miała pojęcia przez jakie piekło przechodzi. Mogła sobie jedynie wyobrażać, ale nie wiedzieć.-Nie chcę żyć w świadomości, że już mogę cię nie zobaczyć.- Niemal że szepnął, wbijając otępiały wzrok w swoje rozłożone na kolanach dłonie.
        Jeszcze tego samego dnia, wczesnym popołudniem wsiadł do autobusu z resztą żołnierzy jadących na lotnisko. Nie miał nawet za dużo czasu, aby pożegnać się z rodziną, gdyby nie Ally, która w popłochu zadzwoniła do jego rodziców prosząc, aby przyjechali do ich domu. Austin spakował swoje manatki do wielkiego wora okrytego maskującymi barwami, po czym wyszedł na zewnątrz, gdzie wszyscy już nań czekali. Z ojcem przytulił się "po męsku" klepiąc się po barkach. Matce ujął twarz w obie dłonie i czułym gestem pocałował ją w czoło. Natomiast swojej żonie złożył na ustach pocałunek przepełniony bólem, być może ich ostatni, po czym ujął jej dłoń w gentelmenśkim muśnięciu.
-Do zobaczenia...- Powiedział, po czym wsiadł do autobusu i odjechał. Wypowiadając jego ostatnie zdanie sam nie wiedział co bardziej miał na myśli. Dom, czy raczej królestwo niebieskie,
       Od jego wyjazdu minęły 2 miesiące, a brązowooka nie mogła znaleźć dla siebie miejsca. Pałętała się po całym domu bez ładu i składu, ewentualnie siedziała  beznamiętnie wpatrując się w stały punkt.  jej jego. Brakowało jej jego niskiego tonu głosu, który zawsze rozbrzmiewał ciepłą barwą przy jej uchu. Brakowało jej bicia jego serca, które uświadamiała ją, że to wszystko dzieje się naprawdę. Brakowało jej dotyku jego ciała, który za każdym razem sprawiał, że przechodziły ją ciary. Brakowało jej jego oczu, w których tonęła, kiedy tylko spojrzała i jego ust, które okazywały jej tyle miłości. Brakowało
       Starała się o nim nie myśleć, znaczy myślała, w końcu to był jej ukochany, ale starała się nie myśleć o nim walczącym na śmierć i życie. Wolała myśleć o nim jak o kimś w  podróży, który jak załatwi wszystkie sprawy powróci. To podejście od jakiegoś czasu wywoływała u niej mdłości. Tak jak tego poranka, gdy powolnie snuła się po kuchni w celu zrobienia sobie śniadania.
       Mieszając jajecznice na patelni poczuła jak w żołądku zaczyna jej się wszystko przewracać i podpływać w górę. Zostawiając jedzenie na włączonym gazie prędko odwróciła głowę w stronę zlewu i oddała to co miała w sobie.
-Nienawidzę tego.- Mruknęła sama do siebie. spłukując pozostałości ze zlewozmywaka. Ściągnęła gumkę z nadgarstka i związała sobie nią włosy odruchowo spoglądając w kalendarz. -Czekaj, czekaj. 20, 21, 22, 23...- Kolejno czytała dnie miesiąca kwietnia.- O cholera!- Odsunęła krzesło barowe i oniemiała usiadła na nim.- Niemożliwe! Nie, nie teraz...Nie gdy go nie ma. Krzyczała w duch spanikowana. On tak bardzo chciał przy tym być.- Tak długo tego wyczekiwali, a teraz ma go przy tym nie być? Dlaczego to się stało teraz? Może gdyby udało im się wcześniej Austin miałby pretekst, aby zostać w domu. Ale smród... Smród?-Nie, nie, nie, nie nie...- Poleciała do gazówki, gdy poczuła swąd przypalającego się jedzenia,- Nie róbcie mi tego jajeczka.-Wyłączyła gaz i zgarnęła cały posiłek z patelni do kosza. Momentalnie poczuła jak zmartwienie odchodzi precz, a na jego miejsce wstępuje radość. Szczęście z nowego życia, które chowa się pod jej sercem. Zsunęła się na podłogę i zaczęła śmiać sama do siebie.
      Mijały kolejne miesiące. Śnieg zasypał już drogi, a licznik przeziębień u dzieci energicznie wzrósł. W telewizorze leciały już reklamy coca-coli oraz zapowiedzi Kevina co oznaczało, że za około 2 tygodnie Boże Narodzenie. W domu trwała prawdziwa rewolucja, tylko po to, aby wyglądał odpowiednio do tego wydarzenia.
-Spokojnie, skarbie. Spokojnie.- Pogłaskała swój nabrzmiały brzuch. Jej maleństwo cały czas się kręciło jakby oczekiwało czegoś wielkiego.
-Matko boska! Ally uważaj, bo się zabijesz!- Krzyknęła pani Moon, widząc brunetkę przywieszającą ozdoby świąteczne stojąc na krześle. Odkąd była w ciąży jej teściowa miała obsesje na punkcie opieki nad nią. Brązowooka nie lubiła tego, ba, denerwowało ją to, ale nie powiedziała tego na głoś. Wolała zachować to dla siebie i dostosowywać się do jej nakazów. Wiedziała, że Mimi przeżywa ten sam ból co ona. Kroczyła po świecie ze świadomością, że jej jedyny syn może już nie żyć. To samo czuła Allyson. Przez to każdej nocy budziła się z krzykiem. Nie z krzykiem, z wrzaskiem. Ciągle przez ten sam koszmar. Pocisk przebija jego ciało, które wątle opada na wilgotny grunt. Był to jeden z najczarniejszych scenariuszy. Zwykle po tym nie mogła zasnąć, więc składała ręce do pacierza i modliła się błogosławieństwo dla jej męża w postaci szczęśliwego powrotu do ojczyzny.
       Z tego wszystkiego najgorsza była niewiedza. Nie miała żadnego kontaktu z Austinem. Zero telefonów, a co dopiero rozmów przez Skype. Pozostawały jedynie listy, ale nie miały one głębszego sensu, ponieważ jego jednostka nie zatrzymywała się w jednym miejscu na dłużej niż tydzień.
-Powinnaś odpoczywać.-Stwierdziła kobieta z zatroskaną miną- W 7 miesiącu jest to obowiązkowe.- Dodała krzyżując ręce na piersi.
-Nie mogę wiecznie leżeć. Muszę coś robić, bo inaczej zwariuję.- Odparła przywieszając małą bombkę tuż przy czubku żywej choinki, mając nadzieje na szybką kapitulacje jej przyszywanej rodzicielki.
-A... Ni... Dobrze, ale uważaj na siebie i maleństwo.- Przestrzegając, pokiwała palcem.- Mam was na oku.- Puściła jej oczko i opuściła salon, kierując się w stronę kuchni. Ally odetchnęła z ulgą. Była zdziwiona, że dzisiaj nawet szybko poszło.  Zwykle musiała się dłużej stawiać Mimi.
     Z trudnością (przez nadmiar brzucha) schyliła się po ostatnią, a za razem najważniejszą z ozdób. Ukucnęła po gwiazdę i poczuła zawroty głowy, przez co straciła kontrolę nad tym co robi i poleciała do tyłu. Z pewnością upadłaby na podłogę, gdyby nie to, że została w porę złapana. Otwarła oczy i ujrzała..
-Austin?



























































Kurteczka!

Kurteczka już dosyć długo nie ma rozdziału... NIE DOBRZE... Nie wiem czy coś na to zaradzę. TO wszystko przez szkołę. Za dużo obowiązków. Ale tak BY THE WAY...
O dzizus, przekroczyliśmy liczbę 1000 wyświetleń!
Ludzie jesteście niesamowici, na prawdę!
W ramach podziękowania i za razem przeproszenia w sprawie rozdziału przygotowałam dla was ONE SHOTA!
Z góry mówię, że jest to mój pierwszy i bardzo liczę na wasze komentarze i szczere opinie.
-Aiq.

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 6


JEŻELI CZYTASZ TEN ROZDZIAŁ TO WIESZ, ŻE WRÓCIŁYŚMY I TO Z POMPĄ!
BĘDĄ CYCKI BĘDZIE POMPA! WIĘC W ZWIĄZKU Z TYM ŻULIMY O KOMENTARZE.
DZIĘKUJEMY, MIŁEJ LEKTURY.




-Super, że się wreszcie spotkaliśmy , dawno nie robiliśmy niczego we dwóch. -Prawda. Od przyjazdu do Miami ciągle coś się dzieję, jednak muszę przyznać, że trochę mi ciebie brakowało. - Powiedział Austin, a Dez słysząc te słowa rzucił mu się na szyje, wyglądał wtedy jak szczęśliwy pięciolatek, który właśnie dostał swoja wymarzoną zabawkę. Austina lekko zamurowało, lecz żeby nie zranić uczuć przyjaciela zaskoczony ledwo odwzajemnił jego gest.

 -Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to słyszę.- Cmoknął go w czoło i skierował się w stronę miejsca, do którego mieli się udać.Szli przez miasto, było jeszcze widno, cóż się dziwić przecież to było Miami. Tu zawsze było ciepło oraz słonecznie przez cały dzień, oczywiście jak od każdej reguły zdarzały się wyjątki . Podążali wzdłuż bardzo ruchliwej ulicy, podziwiając otaczające ich budynki i najdziwniejsze zakamarki tego miasta. Austin chciał przerwać ciszę, która nie była niefortunna, po prostu jego ciekawość wzięła górę i zapytał:

- To gdzie idziemy? - Pytał wcześniej Deza, ale ten nie chciał mu nic powiedzieć, blondyn miał nadzieje , że może tym razem jego kumpel coś mu zdradzi.
- Syn kolegi mojego taty prowadzi pewien bar, podobno dużo się tam dzieje. Wiesz głównie imprezy tematyczne. W zeszłym tygodniu zaprosił mnie na wieczór żartu i satyry i było naprawdę super! Tobie na pewno tobie też się tam spodoba.- Austin tylko się uśmiechnął już dawno nie był w żadnym klubie, nie miał na to czasu, przecież miał studia, rodzinę, a w międzyczasie jeszcze Ally. Żałował, że w czasie tych pięciu lat nie znalazł dla niej więcej czasu. Szli dalej w ciszy, ale po pewnym czasie to się zmieniło, a dokładniej kiedy minęli swoje dawne liceum i zaczęli wspominać stare dobre czasy, wymieniając co gorsze i za razem zabawniejsze historie.

-----------------------------------------------------------------------------------
- Dez nie wydaje Ci się, że to miejsce jest trochę... dziwne? -Szepnął blondyn, rozglądając się po pomieszczeniu. Mimo tego, że wszystko było normalnie wystrojone: Ciemne ściany i również ciemne drewniane meble, coś mu tutaj nie pasowało. Przy ladzie i stolikach siedzieli sami mężczyźni, nie pakerzy, lecz coś w rodzaju facetów ciotowatego pokroju. Co gorsza niekiedy któryś z nich wpatrywał się w niego ukradkiem.
- Nie, a dlaczego tak sądzisz?-Łyknął drinka.- Bracie, luzuj bokserki! Dzisiaj jesteśmy tylko my, ten barek, no i mój ograniczony czas, ponieważ umówiłem się z mamą, że wrócę do kolacji.- Uniósł kieliszek tak jakby wnosząc toast, po czym jednym duszkiem upił połowę cieczy zawartej w nim.
     ,, Może i Dez miał racje, może wszystko było w porządku... ''- Pomyślał, ale i tak wciąż czuł w sobie niepokój. Próbując o tym zapomnieć wziął jedną z ulotek zawierających inforamcje na temat tego miejsca i zaczął czytać. Po chwili znów miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Rozejrzał się  po barze. Zawiesił na chwilę wzrok na barmanie, który bacznie mu się przyglądał wycierając środek kolejnej lampki do wina. ,,Ok, to przecież normalne, że barman przygląda się klientowi, który przed chwilą zamówił drinka''. Austin przerzucił kolejną stronę ulotki  natrafiając na stronę z ofertą dzisiejszej imprezy i zaczął czytać ją szeptem starając się jak najwięcej zrozumieć.
 ,, Zapraszamy wszystkich samotnych homoseksualistów na wieczór odnajdywania swojej drugiej połówki! Tylko dziś oferta specjalna! Jeśli zamówisz pokój dla pary, dobrze schłodzony szampan gratis!"
- Eee... Dez?-Spytał spanikowany. Już zaczął powoli rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Teraz aby oczekiwał wyjaśnień, które potwierdziłyby jego przypuszczenia.
-Tak przyjacielu?- Rudy uniósł swój wzrok prosto znad kieliszka, do którego przed chwilą wpadła mu mała muszka owocówka, którą próbował wyłowić nabierając na słomkę.
- Gdy mówiłeś, że Syn kolegi twojego taty prowadzi ten bar ze swoim partnerem to pewnie wiesz jak on się nazywa, prawda?-Próbował podejść do niego łagodnie, wiedział jaki Dez jest uczuciowy.
-Ks...Ksawery? Nie! Xavię. Właśnie, Xavię.- Powrócił do jego połowów.- O... Już prawie... I... Mam cię mendozjo!- Podskoczył z radości zwracając twarz w stronę drzwi.- O patrz! O wilku mowa.- Blondyn także zwrócił swoją facjatę w stronę drzwi, gdzie zobaczył mężczyznę z idealnie ułożoną fryzurą, różową koszulką i czerwonymi skórzanymi rurkami. ,,O nie, tylko go nie wołaj, tylko go nie wołaj..."- Xavię juhuu! Chodź do nas!- Wydarł się rudy. Wcześniej wymieniona osoba odwróciła się i gdy zobaczyła przyjaciół przy barze uśmiechnęła się szczerze.
-O mój Boziu, Deziątko. Fajnie że jesteś, a kim jest twój złotowłosy słodziaczek?-Ty pewnie jesteś Austin! Deziątko tyle mi o tobie opowiadał!- Austin mruknął pod nosem, udając, że jest całkowicie pochłonięty czytaniem ulotki. Xavię uśmiechnął się szczerze, nie zwracając uwagi na ignorowanie ze strony przyjaciela jego przyjaciela.- Co tutaj robicie?
-Postanowiliśmy się trochę zabawić.
-Rozumiem... No to nie przeszkadzam. Joe już nie może się doczekać aż przyjdę do niego.- Pokiwał w stronę swojego partnera, po czym posłał mu całusa w powietrzu, którego ten złapał i przyłożył do serca. Xavię nie tracąc uśmiechu poszedł do swojego ukochanego.
-Dez! Wynosimy się stąd! I to już?
-Już?-Spytał rozczarowany.-Tak szybko?
-Bez gadania!
-Teraz to ja nie mogę...
-Czemu?
-Bo muszę do toalety.
-Idź.- Rzucił zrezygnowany. Uradowany Dez przelotnie pocałował Austina w policzek i prędko pobiegł do ubikacji. Blondyn starając się pozostać niezauważonym skulił się przy barze. ,,Ileż można sikać" -pomyślał. Nie czuł się bezpiecznie w tym miejscu, miał obawę, że zaraz przyjdzie jeden z osób tutaj obecnych i zacznie go zaczepiać.
-Cześć.-Powiedział nieśmiało. ,,Po cholerę ja o tym pomyślałem.-Jestem Steve. Koledzy mówią mi Steve'cio. - Austin kiwnął głową.-Słuchaj, nie będę obijał w bawełnę. Widzę przystojnego młodego mężczyznę, który sam siedzi popijając drinka. Akurat tak się składa, że 2 dni temu wystawił mnie mój chłopak. Więc może...
-Nie, nie, nie, nie, nie, nie... Jesteś bardzo miły i wgl, ale ja...
-Przypominam słodziaki, że dziś mamy promocję na pokój.- Wtrącił się Xavię, który pomagało Joe'mu za barem. Steve'owi z zachwytu aż zapaliły się iskierki w oczach.
-Nie! Zrozumcie to! Ja tu jestem przez przypadek! Ja mam dziewczynę!-Krzyknął a całe pomieszczenie wypełniła głucha cisza. Wszyscy skierowali wzrok w stronę blondyna, który jedyne na co miał ochotę, to zniknąć, albo zapaść się pod ziemię. Wtem z toalety wyszedł Dez zapinając rozporek od spodni.
-Co tu taka cisza? Bawimy się!- Nikt mu nie odpowiedział. Nadal wszyscy tępo wpatrywali się w jego przyjaciela.
-Dez?
-Tak?
-Na trzy.
-Co?
-Trzy! Spierdalamy!-Wylecieli z pomieszczenia jak z procy biegnąc przed siebie chodnikiem, kolejno wymijając przechodniów.  W końcu widząc, że znajdują się w bezpiecznej odległości zatrzymali  się, łapiąc powietrze.
-Dez...- Zaczął nerwowo Austin.
-No co?!- Blondyn przeleciał go wzrokiem. (Dobre tego tu nie miało być, ale wiecie o co chodzi.- od Aiq.) Blondyn sparaliżował go wzrokiem. (O! O to słowo mi chodziło).- On mówił, że to jest impreza dla pedałów, ale ja myślałem, że to chodzi o impreze dla kolarzy. No wiesz, miałem nadzieję, że poznamy Armstronga albo Majke.
- Ally nie może się o tym dowiedzieć, rozumiesz?-Odparł szorstko.
- Za kogom ty mnie masz? - Dez widząc minę Austin'a lekko zbladł. - Dobra, dobra nic jej nie powiem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć ludziki, kupe lat c'nie?
To wszystko dlatego, że Alebazi dała dupy! To miał być jej rozdział specjalny, a wyszło jak wyszło :D Chciało by się zwalić wszystko na nią, no ale tak  nie można. Połowicznie to też moja wina, ale ona leży w tej mniejszej części połowy C; W każdym razie, ja widzicie wracamy, ale bez Auslly. Tym razem rozdział opiera się głównie na relacji Deza i Austina. Co wy na to? Chcecie też czegoś takiego, czy mentalnie tolerujecie tylko Auslly? :D Poza tym jak się czujecie mordeczki? JAk wam mija życie? Piszcie w komentarzach!
                                                                          -Aiquenn Hope

Hejaaaa, tak wiem dałam dupy ;(((( i jest mi smutno, ale Aiq dała mi kopniaka w tyłek i to dosłownie. Chociaż ona też powinna dostać bo....hmmm załuszmy, że dla równowagi ;)))) Pszykro mi, zaraz będę płakać. BY THE WAY tak jak Aiq wspomniała jak wam mija życie, piszcie w komach.
Buziaczki :-* :-* :-* :-* :-* 
    ~Alebazi



sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 5

    -Ally, zechcesz wejść na chwilkę?- Spytał Austin. Dawsonowie stali właśnie pod jego domem i czekali aż weźmie walizki z bagażnika taksówki, którą wracali do domu z lotniska.

-Nie, dziękuję. Jestem trochę zmęczona lotem, poza tym nie chciałabym się narzucać.

-Przecież wiesz, że dla ciebie drzwi mojego domu są zawsze otwarte, prawda?- Uniósł swoje brwi. Ally pozytywnie pokiwała głową, na co on uśmiechnął się zadowolony. To oznaczało, że się zgadza. Wysiadła z pojazdu i przez szybę oznajmiła.

-Jedźcie do domu, wrócę taksówką.

-Odwiozę ją.- Wtrącił się blondyn, a Ally spojrzała się na niego dziękczynnie.

-Jasne, bawcie się świetnie!- Krzyknęła Penny, a Lester oczywiście siedział cicho na przednim siedzeniu wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Para udała się w stronę posiadłości Moonów.
Od razu w drzwiach na swojego syna rzuciła się Mimi.

-Mój mały mężczyzna!-Zachwyciła się całując jego policzek po raz kolejny.- Mike zrób kawę dla 4 osób.- Krzyknęła do swojego męża, który krzątał się po domu.- Chodźcie wypijemy w ogrodzie.-Oznajmiła i zaprowadziła ich do danego miejsca.
----------------------------------------------------20 min. później---------------------------------------------------
  -Wiele się tutaj zmieniło.- Zauważyła Ally, biorąc kolejny łyk Late. Pani Moon serdecznie uśmiechnęła się do niej. Cieszyło ją, że ktoś to zauważył. Wtedy czuła, że jej wysiłek nie poszedł na marne.

-Postanowiliśmy z Miki'em trochę odświeżyć to miejsce.-Powiedziała zadowolona, odkładając talerzyk deserowy na stół po to, aby móc spokojnie gestykulować.- Ostatnio mieliśmy bardzo dobre obroty w Królestwie Materacy. Odłożyliśmy trochę z naszych wypłat i w ten sposób udało nam się zrobić remont domu i ogrodu- Po tych słowach nastała cisza, po raz pierwszy od około 25 minut. Ally delektowała się spokojem, gdyż w ostatnim czasie doznawała go niewiele, jednak czuła, że niedługo może się to zmienić, ponieważ pan Moon wyglądał jakby miał zaraz eksplodować z nadmiaru energii.

-Synu...-Zaczął spokojnie.-Chciałbym powiedzieć Ci z matką coś ważnego.- Austin podniósł wzrok znad ciastka, które właśnie konsumował.- Będziesz miał rodzeństwo!

-Co?!- Blondyn wypluł wszystko co miał w buzi, na co jego rodzice zaśmiali się donośnie.

-Nabrałem cię!- Austin zrobił minę w stylu ,,bardzo śmiesznie'' w tym samym czasie zbierając w serwetkę to co wyleciało mu z ust.- Skoro już skończyłeś szkołę to oznacza, że teraz będziesz miał trochę czasu wolnego, prawda?

-Można tak powiedzieć.- Oznajmił.- Aczkolwiek już z Ally rozmawiałem o ponownym otwarciu A&A Music Factory, prawda kochanie?- Brunetka pozytywnie pokiwała głową.

-Chodzi mi o  to, że raczej nie masz planów na ten tydzień.

-Z grubsza nie. Mam, aby jeden występ na plaży w sobotę wieczorem.

-W sobotę? To się dobrze składa! Słyszałeś może o corocznym turnieju siatkówki plażowej?

-Ten, na którym grają ojcowie z synami?

-Tak, dokładnie. Może przeszlibyśmy się po...

-Pooglądać?-Wtrącił się Austin.-Pewnie!

-Myślałem raczej, żeby pograć.- Powiedział niepewnie, a jego syn wybałuszył gały ze zdziwienia.- W sumie to już nas zapisałem.

-Co?!

-No. Tyle czasu cię nie widziałem! Nie sądzisz, że powinniśmy pospędzać trochę czasu razem?  Tylko ty i ja, ojciec z synem, dwaj mężczyźni, samce alfa. Jak za dawnych lat.- Poklepał go po ramieniu i nie oczekując na odpowiedź podekscytowany wziął swoją żonę za rękę i poszedł z nią do domu.

-Cholera, no!- Krzyknął, energicznie wstając z krzesła, gdy upewnił się, że nikt go nie słyszy.

-Nie widzę powodu, dla którego miałbyś tak tragizować.

-No właśnie jest powód!- Miał nadal podniesiony głos.- Miałem plan. Chciałem spędzić ten dzień z tobą.-Przerzedził palcami włosy.- Ja nawet nie wiem czy on miał kiedykolwiek w rękach piłkę!

-Nie graliście nigdy razem?

-Mój ojciec raczej preferował zabawy  takie jak: budowanie fortec z materaców lub czy rzucanie na odległość materiałem, którymi się wypycha materace. Uważał to za przyjemne zabawy, a dodatkowo za bezpieczne.- Uklęknął przy niej tak, aby być z nią twarzą w twarz.- Bawiłem się z nim tylko dlatego, aby sprawić mu przyjemność.- Jego ton głosu przybrał już spokojniejszą formę. Jego ukochana ujęła delikatnie dłonią jego policzek i spojrzała mu głęboko w oczy.

-Zrób to jeszcze raz. Pozwól mu się uszczęśliwić. Zrób to puki nie jest na to za późno.- Wyszeptała do niego.

-Ale miałem ten dzień spędzić tylko z tobą. Miałem zabrać Cię na naszą plaże.

-Zabierzesz mnie kiedy indziej. Mamy całe życie przed sobą, prawda?- Pokiwał z głową.- Zrób to dla mnie, zrób to dla niego i spędź z nim ten czas, dobrze?- Tym razem pocałował ją, jakby chciał potwierdzić tym, że tak zrobi.


-----------------------------------------------------Sobota------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------Dzień turnieju-------------------------------------------------------

-Jesteśmy na miejscu.- Powiedział Mike zaciągając wsteczny swojego pickup'a. Austin spojrzał przez szybę samochodu. Byli na parkingu przy plaży. W tle było słychać mieszankę odgłosów mew, fal oraz ludzi, którzy aktywnie spędzali czas na piasku lub w wodzie. Blondyn przycisnął się plecami bardziej do siedzenia.- No dalej, wychodzimy.

-Ja nie chce.- Powiedział piskliwym głosem.

-Nie wygłupiaj się! Wychodź.- Powiedział Mike i pomógł swojej żonie wyjść z samochodu podtrzymując ją za dłoń. Chłopak posłusznie wykonał polecenie ojca.- Królowo.- Zwrócił się do swojej żony.- Idziesz nas oglądać, czy wolisz się poopalać?

-Idę się poopalać. Zobaczymy się w trakcie finału.

-O ile w ogóle damy radę dotrzeć do ćwierć finałów.- Burknął Aus pod nosem.

-Mówiłeś coś?-Uniosła brwi.

-Nie, wcale. Znaczy... Tylko żebyś się nie spiekła za bardzo.

-Mój chłopiec.-Mimi uśmiechnęła się i pocałowała syna w policzek, na co on zaczął od razu go wycierać.- Powodzenia!- Krzyknęła do nich kierując się w stronę plaży.

-To co? Robimy rozgrzewkę?- Spytał od niechcenia.

-Rozgrzewka? Po co! Twoja matka mnie tak rozgrzała, aż czuję, że mógłbym góry przenosić!-Austin westchnął donośnie.

-Chociażby po to, aby podczas gry nie dostać skurczu. Nie boisz się, że cię złapie?

-Ja się skurczu w łydkach nie boje! To one boją się mnie!-Krzyknął i skierował się w stronę plaży.- Idziemy?- Blondyn nie odpowiedział tylko poszedł za ojcem. Doszli do boiska, na którym miał się odbyć pierwszy mecz. Zajęli wyznaczone im przez sędziego miejsce i wyczekiwali nadejścia przeciwnika.

-Smith!- Warknął przez zęby Mike widząc swojego nadchodzącego wroga nr.1.

-Kto?

-Rascal Smith. Przeciwna branża zajmująca się śpiworami. Nie znoszę go  już od czasów akademii materacowej, zwłaszcza, że jemu też podobała się twoja mama. Rywalizowaliśmy odkąd tylko pamiętam.

-Aha.- Powiedział odwracając się w stronę siatki.-Dallas!

-Kto?

-Dallas. Przystawiał się do Ally i złamał jej serce.-Wytłumaczył ojcu, po czym krzyknął do młodego Smitha:- Świetnie się bawisz pedale?!- Pokazał mu środkowy palec- Ally jest moja!- Zaśmiał się donośnie i przybił z ojcem piątkę. W tym samym czasie otrzymali piłkę. Pierwszy serw należał do nich. Austin podrzucił piłkę do góry i energicznie w nią uderzył. Odebrał nią smith senior i od razu przerzucił nią na drugą stronę, gdzie odebrał ją blondasek i posłał do swojego ojca, który zrobił ścinę po skosie tak, że piłka uderzyła prosto w twarz Dallasa, który aż się wywrócił.

-Żryj piach!- Krzyknął Mike.

-Tato! Gdzie się nauczyłeś tak grać?

-No przecież w akademii materacowej. Tak właśnie testowaliśmy wytrzymałość twardej pianki materacowej. Grając nią w siatkówkę. A poza tym myślałeś, że nie byłem młody i nie chodziłem na plaże?

-To dlaczego ze mną zawsze grałeś w gry związane z materacami?

-Bo widziałem ile Ci to sprawia radości.

-Co?- Powiedział zmieszany, ale tego już nikt nie słyszał. ,,Może ten dzień nie będzie wcale taki zły?''-Pomyślał i wrócił do gry.


                                                                                  *

-Ała, skurcz!- Krzyknął Mike upadając na ziemię.

-Nic Ci nie jest?-Spytał przejęty Austin. W tym samym czasie przeciwnicy zdobyli ostatni punkt, który miał doprowadzić ich do zwycięstwa.

-Najwyraźniej przeceniłem swój możliwości. Przeze mnie nie wygraliśmy turnieju.

-To nic, tato.- Oznajmił pomagając mu podnieść z ziemi.- I tak byłeś niesamowity.

-Dzięki.- Powędrowali w stronę dwóch kobiet ich życia, które wyczekiwały ich z uśmiechami na ustach. Nie zwracając uwagi na zwycięskie okrzyki wtulili się w swoje ukochane.

-Mój bohater.- Zachwyciła się Mimi,  całując swojego męża w policzek.

-Był pan świetny, panie Moon. Gdzie się nauczył pan tak grać?

-Młodzież...- Westchnął.- Czy już nikt nie wierzy w moje możliwości?

-Ja zawsze wierzyłam.- Oznajmiła jego żona, na co on zadowolony, pocałował ją. W tym samym czasie Ally spojrzała na zegarek.

-Ale się dzisiaj nabiegałem. -ziewnął.- Najchętniej to już poszedłbym spać.

-Austin, wiem, że chciałbyś sobie odpocząć, ale muszę Cię zmartwić. Za 15 min mamy występ.

-No tak, prawie zapomniałem!-Złapał się za głowę.- Dobra to tylko jeden utwór. Dam radę, przecież jestem Moon. My nie boimy się zmęczenia, śpiworów  oraz skurczu w łydkach.- Spojrzał się w stronę ojca i wraz z nim zaśmiał się porozumiewawczo. Praktycznie tylko oni wiedzieli o co chodzi i dobrze.- Ally, skoczysz, że mną do samochodu? Muszę się wytrzeć i przebrać.

-Jasne.- Chwycił ją za rękę i razem szli przy brzegu w stronę parkingu. Było już późne popołudnie, więc słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem. Letni wiaterek owiewał ich ciała, a fale, które podmywały brzeg smagały ich stopy.

-Dziękuję Ci.- Powiedział blondyn przerywając ciszę. Nie była to niezręczna cisza, czy coś w tym rodzaju. Taką ciszę kojarzyli z czymś przyjemnym. Często siedzieli wtuleni w siebie, nie mówiąc do siebie nic, ale nie dlatego, że nie mieli sobie nic do powiedzenia, oni po prostu rozumieli się bez słów.

-Za co?- Spytała zdziwiona, przystając na chwilę.

-Za dzisiaj. Posłuchałem twojej rady i dzięki niej spędziłem najlepszy dzień z tatą. - Brunetka uśmiechnęła się do niego. Ponownie ruszyli przed siebie. Po chwili doszli do samochodu. Austin wyciągnął z niego ręcznik, którym wytarł się z potu, koszulę, która uprzednio była przewieszona przez siedzenie tak, aby nie była wygnieciona praz jeansowe spodnie do kolan. Szybko włożył na siebie, każdą część odzieży. - O jeszcze to!- Sięgnął ze schowka czerwoną chustę, którą zawiązał sobie na szyi. Zamknął samochód, po czym odwrócił się w stronę Ally, która popatrzyła się na niego krzywo.

-Proszę cię, ściągnij to. Wyglądasz jak Fred ze Scooby-Doo.- Austin uśmiechnął się do niej zawadiacko, po czym zerwał z szyi materiał i rzucił go na ziemię.- O wiele lepiej.- Wziął ją pod ramię i oboje udali się za kulisy, gdzie odbywał się koncert. Tam jeden z ekipy od dźwięku podali im mikrofony. W tym momencie ze sceny zeszła Katy Perry, która posłała do nich serdeczny uśmiech.

-Dziękujemy Katy! A teraz wystąpi przed wami niesamowity duet z ich letnim przebojem. Proszę państwa, Austin & Ally.


Tutaj macie pioseneczkę, pioseneczkę ponieważ mój zajebisty blogger mnie nie słucha i nie chce załadować mi wideo. 


----------------------------------------------------------------------------------
Hello everybody, jak tam życie? Bo ja już oficjalnie znienawidziłam ten rok szkolny wzdłuż i wszerz, mój plan jest okropny :(((( Ale nie po to tu jestem , aby narzekać, a mogłabym i to naprawdę długoooo, ale nie będę was torturować, jeszcze nie ten czas xD. BY THE WAY  jak wam się podoba  rozdział numer 6, yhym i jak ja mam pisać coś wesołego jak za 2 dni szkoła :(((( najlepiej skończę już tą notkę. Miłego wieczoru albo poranka, albo którejkolwiek porze dnia to czytacie.
Buźka <3 <3 <3
                                                            ~Alebazi

Kuźwa trochę to trwało (1,5 tyg.) i spięłam dupę. Oh God! Mój plan to również porażka! Tragediaaaaaaaaa! Ale mniejsza, jak życie? Dajecie radę? Skora Alebazi przesyła wam buziaczki na dobranoc to ja stoję u was w kuchni i smażę wam jajeczniczkę. Więc Jeden komentarz=Jedno jajeczko :D

środa, 19 sierpnia 2015

UWAGA SPOILER ROZDZIAŁU 7

Po wczorajszej obradzie podzieliłyśmy się zadaniami na blogu. Kochana Alebazi dostała zadanie napisania specjalnego rozdziału 7.  Dzisiaj wchodzę na bloggera i oglądam owoce jej pracy:
 
Yhym yhym
Już mnie boli !!!!!
(Chodzi o mózg, chociaż osobiście myślę, że to są bóle fantomowe, ponieważ jak ją może boleć coś czego nie posiada)
 
 
Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
W jubilerskim dziale
Wszystko drogie tam
Kupiłbym korale jedne, może dwa
I pokochałabyś, i uwielbiałabyś
Lecz na szyi dalej będzie nic
Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Mam już parę złotych
Zbieram drugą noc
Dałbym tobie kwiatów nawet cały kosz
I tak kochałabyś, i pogłaskałabyś
Potem z głodu łokcie będę gryźć 
Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No bo kwiaty szybko schną
Jedyne co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE
Ale ta historia ma też happy end
Bo ten zwykły kamień, okazało się
Że on ze złota był
To chyba mi się śni
Jedno wyjście pozostało mi
(Sorry mała)
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć
 
Jestem pewna, że teraz nucicie sobie to w myślach.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 4

-Nareszcie wracamy do domu.- Powiedziała ospałym głosem Ally, opierając swoją głowę na ramieniu Austina.
-Zgadzam się. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- Przytaknął jej.- Dobranoc.- Powiedział po chwili, gdy usłyszał, że Ally ziewa i pocałował ją w głowę. Już po chwili zauważył, że jego ukochana oddała się w objęcia Morfeusza. Siedział tak przez chwilę nucąc jakąś wymyśloną na poczekaniu melodie, która bardzo mu się spodobała. Wyciągnął z kieszeni marynarki długopis oraz poprosił stewardessę o serwetkę. Gdy ją otrzymał od razu zabrał się za pisanie słów które same przychodziły mu do głowy.

Punkt 20:00 rozległ się dzwonek do drzwi. Brunetka niczym torpeda zbiegła po schodach, aby otworzyć swojemu ukochanemu, który przyjechał po nią, aby zabrać ją na ich rocznice.
-Czy panna Dawson jest gotowa?-Spytał wręczając jej bukiet jej ulubionych kwiatów, gdy otworzyła mu drzwi.
-Dla ciebie zawsze.-Odpowiedziała i prędko pobiegła włożyć kwiaty do wazonu. Następnie, gdy już wróciła, chwyciła blondyna pod ramię i udałą się wraz z nim do samochodu.[...]

-Austin przyznaj się... Zgubiłeś się.- Zaśmiała się Ally, widząc po raz ósmy ten sam budynek z tą samą reklamą .
-Nie... Ja po prostu jeżdżę dla zabicia czasu. Wiesz, przyjechałem po ciebie trochę za wcześnie...- Zapewniał ją, próbując zamaskować prawdę, że się pogubił.
-Oczywiście...- Odpowiedziała, udając, że  mu wierzy.- A może ten pan będzie wiedział, gdzie to jest. Podjedź do niego i się zapytaj.
-Nie!-Odpowiedział prędko. Ally popatrzyła na jego zdeterminowaną minę i zaśmiała się pod nosem.
-Rozumiem...  Twój męski honor ci nie pozwala. [...]

Austin uśmiechnął się przypominając sobie tą sytuację, po czym napisał na kartce:

                                               I'll pick you up at 8 and we can drive around

[...]Gdy wreszcie dojechali na miejsce i wysiedli z pojazdu, Austin zakrył oczy Ally.
-Czy to konieczne?- Spytała czując się niezbyt komfortowo w tej sytuacji. Z otwartymi oczami czasem miała ciamajdowate ruchy, a co dopiero z zamkniętymi.
-Bez wątpienia.- Odpowiedział zadowolony. Brunetka poczuła na swojej skórze przyjemny wiatr, pod stopami jakąś nierówną powierzchnie, a w uszach zaszumiały jej fale. Wywnioskowała z tego, że znajdują się na plaży.
-Możesz już otworzyć oczy.- Powiedział, zdejmując dłonie z jej powiek. Ally posłusznie wykonała jego polecenie. Uniosła głowę i zobaczyła najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek widziała. Bez ruchu wpatrywała się w słońce zachodzące za horyzont. Gdy już nie było go widać, rozejrzała się po okolicy. Nigdy nie była w tej części Miami. Pierwszy raz widziała to miejsce. Plaża, ocean, obok nich znajdowało się skalista górka, a po ich prawej stronie pomost zbity z już lekko przestarzałych desek. Było tu spokojne, bez żadnego zgiełku miasta.
-Austin, tu jest pięknie!- Zachwyciła się.- Jak znalazłeś to miejsce?
-Nie uwierzysz, ale kiedyś jadąc na lotnisko zabłądziłem po drodze.- Zaśmiał się, a Allyson ponownie rozejrzała się po okolicy.
-Chciałabym tu kiedyś zamieszkać.-Powiedziała zamyślona. Blondyn delikatnie ujął jej dłoń.
-Wiesz... Marzenia się spełniają. -Wpatrywali się tak jeszcze przez chwilę, aż zauważyli, że już zapada zmrok.
-Chodź... Jedziemy odwiedzić jeszcze jedno miejsce. Tym razem dla odmiany jedziemy do centrum miasta.-Ciągle trzymając się za ręce poszli od samochodu.[...]

                    Take you to the beach and we can head downtown while you hold my hand

[...] Dojechali do kina samochodowego w centrum, gdzie już znajdowało się kilkanaście samochodów z zakochanymi, którzy już siedzieli i wpatrywali się w niebo czekając na chwilę, która miała się wydarzyć lada chwila.
-Co tutaj robimy?- Spytała.
-Zapomniałaś? Dzisiaj jest noc spadających gwiazd.-Powiedział wyciągając z samochodu koc,  2 poduszki oraz kosz piknikowy.
-Faktycznie, na śmierć zapomniałam. Wiesz teraz na głowie mam Harvard oraz karierę, którą również jak ty na okres studiów trochę przystopowałam.
-No widzisz, a twój najwspanialszy mężczyzna o wszystkim pamiętał i zabrał ze sobą wszystko co potrzebne w takiej sytuacji.- Powiedział, rozkładając na pace swojego samochodu koc, na nim położył poduszki oraz kilka przekąsek z kosza. Następnie pomógł jego ukochanej wejść na bagażnik jego pick'upa, po czym sam na niego wszedł oboje się położyli, [...]

                                       We'll park it, lay down on the hood of my car

[...]-Patrz, patrz. patrz!- Krzyknął podekscytowany Austin niczym małe dziecko, wskazując na świecący punkt na niebie.- A nie... to samolot.- Zrezygnowany tym faktem zwrócił swoją głowę w stronę Ally.- Chyba już nie zobaczymy, żadnej spadającej gwiazdy.
-Spokojnie, cierpliwości. Jestem pewna, że zaraz jakąś ujrzymy.- Powiedziała wciąż wpatrując się w niebo pełne gwiazd. Blondyn poszedł w jej ślady cierpliwie wpatrując się w jeden punkt na niebie. Długo nie musiał czekać, gdyż już po chwili zobaczył to czego szukał.- Pomyśl życzenie.- Zacisnął kciuki i wymamrotał coś bezgłośnie pod nosem, po czym spojrzał na Allyson, która tak samo jak ona wpatrywała się w niego. [...]

                         Listen to the airplanes as we count the stars, tonight I'll be your man
                          And tomorrow we can do it again and tomorrow we can do it again.*


-----------------------------------------------------------------------------------------------------
*Do it again- R5
Witamy po 2 tygodniowej przerwie! Nawet nie wiecie jak nam to szybciutko, szybciutunienienieczko zleciało. Tak wiemy... Na tyle czasu nieobecności rozdział jest ZA krótki. Jeśli chcecie nas z tego powodu ukarać (nie tak jak Grey Anastasie, zboczuszki) to istnieje taka strona na blogu pt. ''pytania do autorek'', na której możecie nas spytać o Adres ;) Z góry przepraszamy osoby, które przeczytały nasz post pt. ''Nosz kurwa do kwadratu". Oznajmiamy, że ten post został opublikowany przez przypadek i był pisany w furii obu autorek. Tak to jest jeśli używa się bloggera do komunikacji... By the way, dzisiaj spięłyśmy dupencje (jako, że mamy duże dupy to trochę to trwało) i się spotkałyśmy na obradę tegoż bloga. Zmieniłyśmy wygląd, dodałyśmy parę gadżetów i wreszcie obgadałyśmy sprawę najbliższych 4 rozdziałów. PRETTY COOL...
                                                                                                                                        -Autorki


wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 3

        Dawsonowie oraz Austin właśnie zakwaterowali się w pobliskim hotelu, gdzie zamierzali spędzić noc przed powrotem do Miami. Każdy z nich poszedł do swojego pokoju, wziąć szybki prysznic oraz od razu położyć się spać, aby Austin nie miał takich zamiarów, ale do rzeczy.
        Ally, po dosyć męczącym dniu postanowiła obmyć swoje ''blade kości''. Ściągnęła z siebie ubrania i weszła pod strumień wody. Miała nadzieje, że wraz z wodą spłyną z niej te emocje po dzisiejszej kolacji. Gorące krople delikatnie łaskotały jej głowę. Zazwyczaj w takich warunkach dobrze jej się myśli, ale nie tym razem. ,,Na dziś koniec myślenia!''- Postanowiła.
         Po skończonej kąpieli wytarła swoje ciało, owinęła się ręcznikiem, rozczesała włosy i wyszła z łazienki, gdzie unosiła się słodka woń balsamu do ciała. Skierowała się w stronę łóżka i doznała nie małego szoku. Przed nią stał Austin, jej ukochany blondasek.

-Jak się tu dostałeś?-Spytała. W sumie bardziej zdziwiło ją, że stał w samym ręczniku, mniej, że w ogóle stał w jej pokoju.

-Ally...-Ujął jej policzek.- Nie zostawia się niezakluczonych drzwi.- Powiedział łagodnie.- Zwłaszcza w hotelu. Nie wiadomo kto może wejść ci do pokoju.

-Jak na razie jesteś tu tylko ty.

-Masz rację. Skorzystałem z tego, że drzwi były otwarte.- Uśmiechnął się.- Ale myślę, że nie jesteś niezadowolona z tego powodu, prawda?- Ally spojrzała na jego korpus. Znad ręcznika wyłaniała się ścieżynka, która niesamowicie ją pociągała. Jego ciało w ogóle było bardziej zbudowane, umięśnione. Mocno zmienił się od ostatniego razu. Oczywiście na lepsze, dużo lepsze.

-Ughhhhh!- Westchnęła.- Dlaczego jesteś taki przystojny?- Wpiła się w jego usta. Austin nie był zdziwiony tym faktem, od razu odwzajemnił jej pocałunek. Widać, że właśnie miał taki zamiar. Doprowadzić jej zmysły do szaleństwa. W tym samym momencie uznał, że stanie na środku pokoju zrobiło się niewygodne. Nie przerywając pocałunków wziął Ally na ręce i przeniósł na łóżko. Tam przejął nad nią dominującą pozę i zaczął całować jej szyję, co z resztą uwielbiała. Gdy zaczął schodzić z pocałunkami w dół oraz powoli rozsuwał jej ręcznik, rozległo się pukanie.

-Cholera! To mogą być rodzice!- Blondyn momentalnie zeskoczył z łóżka poprawiając ręcznik na sobie, który trochę się  poluzował oraz obmyślał plan ucieczki.- Przez balkon!- Krzyknęła w popłochu, poprawiając poduszki.- Dasz radę przeskoczyć! Mieszkasz obok mnie.-Wypchnęła go przez okno balkonowe.

-Ale jak skoczę to ci z dołu zobaczą moją męskość!-Krzyknął przyciszonym głosem.

-Skacz! Pochwal się!- Zamknęła okno balkonowe.- Już idę!- Zawołała, gdy po raz kolejny rozległo się pukanie. Poprawiła wiąz na ręczniku, chwyciła za klamkę, wyrównała oddech i otwarła drzwi.-Przepraszam, że tak długo to trwało, ale brałam prysz...

-Szampana?- Wtrąciła się jej mała Azjatka ze śmiesznym angielskim akcentem z obsługi hotelowej.

-Kochanie, ręcznik mi spadł!- Rozległ się krzyk z zewnątrz.

-Słucham?- Spytała Ally próbując powstrzymać się od śmiechu.

-Kazano mi dostarczyć szampana do tego pokoju.

-Aha.- Powiedziała już spokojnie.- To chyba jakaś pomyłka.

-Nie proszę pani, przysłał go ten golas z balkonu.- Wskazała palcem na całkiem nagiego Austina, który zakrywał swoją męskość. Ally zaśmiała się pod nosem, odebrała butelkę szampana i zamknęła drzwi. Idąc w stronę blondyna pokiwała mu butelką, po czym położyła ją na stoliku nocnym i nalała alkoholu do kieliszków. Gdy to zrobiła dopiero poszła otworzyć blondynowi, który prawdopodobnie mógł już marznąć na dworze.

-Z tego wszystkiego zapomniałem ci powiedzieć, że to może być szampan, którego dla nas zamówiłem.- Ally uśmiechnęła się do niego i go delikatnie pocałowała. Następnie stykając się czołami wpatrywali się w swoje oczy. Cały czas panowała cisza i nikt nie zamierzał tego zmieniać. No może oprócz Ally, która ponownie pocałowała blondyna. Tym razem pocałunek był dłuższy i namiętniejszy. Austin już bez żadnych skrupułów zrzucił ręcznik z brunetki, aby było sprawiedliwie. Teraz gdy oboje byli bez ręczników, zaczęli na ślepo cofać się w stronę łóżka, na które po chwili opadli. Gra toczyła się dalej...

-Czuję, że jutro wszyscy będą mówić o ,,skaczącym po balkonach mężczyźnie".- Ally leżała wtulona w tors jej ukochanego, wraz z nim wyrównując oddech oraz raz po raz biorąc łyk szampana.

-Może to i dobrze.

-W jakim sensie?-Spytała zdziwiona.

-Ten hotel od dawna nie miał takiej sensacji.- Zaśmiał się cicho i przycisnął Ally bliżej siebie. Uwielbiali ten moment kiedy było już po wszystkim. Wtedy tylko leżeli wtuleni w siebie i rozmawiali. Gdy byli na studiach, był to ich ulubiony sposób, aby móc poczuć swoją bliskość, której każdego dnia potrzebowali.-Idziemy spać?- Spytał po chwili, na co Ally mu przytaknęła. Odłożyli kieliszki, Austin wtulił ją w siebie pocałował w głowę i szepnął ,,Dobranoc"

                                                                  RANKIEM
- Ty idź obudzić Ally, a ja pójdę po Austin'a. Góra za 10 minut wszyscy mają być na dole.- Penny rozdzieliła zadania i sama udała się obudzić chłopaka. Lester przytaknął jej i wszedł do pokoju Ally najciszej jak tylko potrafił. W pomieszczeniu panowała  kompletna ciemność, podszedł więc do łóżka. Chcąc sprawić przyjemność swojej córce postanowił obudzić ją tak jak kiedyś. Powoli położył się na materacu, żeby się przypadkiem nie obudziła, otulił ją i odgarnął jej włosy.
- Skarbeńku, obudź się.- Nie czując żadnej reakcji z jej strony próbował dalej:
- Alluś, wstawaj. - Wreszcie doczekał się reakcji, lecz nie takiej jak się spodziewał.  Lester zamiast głosu swojej córki usłyszał męski głos Austin'a, który przez sen wymamrotał:
-Kochanie, nie wstajemy. Mamy jeszcze czas.
-Ccccoooo?- Lester z wrażenia spadł z łóżka. W pokoju rozległ się huk, który na dobre obudził parę. Pan D. szybko wstał z podłogi i podbiegł odsłonić rolety.
- Panie Dawson, bardzo mi miło, ale wolę Pana córkę. Jeżeli to pana w jakikolwiek sposób uraziło to przepraszam.-Stwierdził Austin, gdy wreszcie doszło do niego co się wydarzyło. Zdenerwowana Ally dała mu kuksańca w bok.
- Tato! Co Ty tu robisz?!- ,,Cholera! Znowu zapomniałam zakluczyć drzwi!" Przemknęło jej przez myśl. Lester cały czerwony odpowiedział.
- Co ja tu robię?! Co wy tu robicie! Jesteście za młodzi na te rzeczy!- Penny słysząc krzyki dochodzące z pokoju córki postanowiła wkroczyć do akcji. Rozejrzała się po pomieszczeniu i gdy przetworzyła informacje powiedziała lekko zaskoczona, a jednocześnie roześmiana:
- O Austin właśnie Cię szukałam. - Chłopak widząc minę Lestera spuścił wzrok - A Ty Lesterze uspokój się, oni są dorośli, mogą robić co chcą. - Penny widząc minę swojego byłego męża, która mówiła więcej nic tysiąc słów, dodała - Choć zejdziemy na dół, a wy ubierzcie się i przyjdziecie do nas, a my z uśmiechem na ustach będziemy na was czekać, prawda smerfie marudo?- Zwróciła się do swojego byłego męża, no co on tylko burknął coś pod nosem i razem wyszli z pokoju.

Cała czwórka usiadła już przy stoliku. Pomiędzy nimi panowała niezręczna cisza. Ally widząc zdenerwowanie swojego taty i uśmiechniętą minę swojej rodzicielki nie wiedziała co ma zrobić, a co gorsza nie wiedziała co ma powiedzieć, więc zdecydowała się  użyć swoich psychologicznych zdolności i dyskretnie odwrócić uwagę rodziców o tej nie fortunnej sytuacji, którą zastali w jej pokoju.
- O której mamy lot powrotny do Miami? - spytała, kierując swoje  pytanie do Penny
- O 15, prawda Lesterze?
- Yhym - odpowiedział zamyślony  , ta poranna sytuacja nie dawała mu spokoju, przecież Ally to jeszcze dziecko, jest za młoda na te sprawy. Może i ma te swoje 25 lat, ale co z tego! Wiek to tylko liczby. ,,A może przesadziłem? Faktycznie ona już jest dorosła"- Pomyślał, ale co ma zrobić ,że dla niego wciąż jest tą małą dziewczynką, z która dzielił swoje dotychczasowe życie.
Przy stole nastała ponownie grobowa cisza, Penny czekała na odpowiedni moment, aby wspomnieć o minionych wydarzeniach, widząc, że owa sytuacja chyba nigdy nie nastanie, postanowiła działać.
- Nie wiedziałam, ze naszą wczorajsza rozmowę o wnukach weźmiecie sobie aż tak do serca. - powiedziała lekko rozbawiona
- Mamo ! Czy możemy zakończyć ten temat jesteśmy dorośli - odpowiedziała jej Ally. Znów ta cisza... W końcu znowu do akcji wkroczyła Penny, która nie lubiła, gdy jest za spokojnie. Miała tz. zboczenie zawodowe z dżungli, w której zawsze coś się dzieje.
-Słyszeliście coś o nagim mężczyźnie skaczącym po balkonach?- Ally parsknęła śmiechem.
-Nie, pierwszy raz.- Powiedział Austin próbując zamaskować swoje "drugie oblicze".-Wiadomo o nim coś więcej?
-Ponoć ma dobrze zbudowane ciało i duż...- Nie skończyła, ponieważ przerwała im kobieta z recepcji, która jeszcze wczoraj wręczała im klucze.
- Dzień dobry, czy to Pan ma pokój 113? - spytała się zwracając się do Austin'a
- Tak, a o co chodzi ?
- Znaleźliśmy Pana ręcznik na balkonie piętro niżej.- Dziewczyna, chciała zabrzmieć jak najbardziej poważnie, ale nie mogła się powstrzymać od śmiechu.-Aha i państwa sąsiedzi chcieli panu podziękować.- Powiedziała.- Podczas, gdy mieliśmy problem z kablówką, wystarczyło wyjść na balkon po odrobinę rozrywki.- Uśmiechnęła się do niego, oddała mu ręcznik i  jak najszybciej udała się do recepcji, gdzie czekała ją masa pracy. Austin spojrzał zażenowany na Ally, próbując ukryć się przed wzrokiem państwa Dawsonów. Ally, która miała już łzy w oczach, nie mogąc już wytrzymać wybuchła głośnym śmiechem.
-------------------------------------------------------

 Hello everybody,
jak wam się podoba akcja z ,,latającym ręcznikiem", nadal nie wiem jak Aiq na to wpadła. Tak szczerze myślałam, że wyjdzie jeszcze dłuższy ten rozdział, przynajmniej na komórce tak to wyglądało, jak ja chce laptopa!!!! Never mind piszcie komentarze jak wam się podoba najnowszy rozdział, Życzę miłego dnia.
                                            ~Alebazi 

No no no no no noo no no no no no no no no there's no LIMIT!
Pamiętacie tą reklamę? Bo mi się tak nagle wzięła 'z dupencji' xD
Jak widzicie atmosfera się zagęszcza, jest gorąco, wiecie o co chodzi... O te gorące momenty.
Szczerze mówiąc nie lubię ich pisać. Lepiej się je czyta niż pisze xD Chyba, że wy wolicie takie coś pisać... :D Ja wiem, że tak. Tak... Do ciebie mówię zboczuszku! Uh ty! No mordki kochane prosimy o szacuneczek dla Alebazi (bazi, bazi kotki), która wymyśliła akcje z pobudką i śniadankiem :D Prosimy, aby ten szacuneczek był w postaci komentarzy.
                                                   ~Aiquenn

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 2

-Dlaczego Archeologia?- Spytała Penny, nabijając na widelec kolejny liść sałaty. Cała czwórka znajdowała się w nowoczesnej restauracji, której wystrój był minimalistyczny. Białe ściany, na nich czarnobiałe zdjęcia. Krzesła, stoły oraz podłoga były wykonane z jasnego, brzozowego drewna. Na samym środku lokalu stała lada, a nad nią jako "wisienka na torcie" całego wystroju wisiał ogromny żyrandol. Może i wystrój nie był jakoś specjalnie "ciepły", ale miło spędzało się tu czas i jadło przepyszne jedzenie.

-Mój tata uwielbiał oglądać filmy o Indiana Jones'ie. Stąd się wzięło jego marzenie o tym, aby zostać archeologiem. Jednak poznał mamę, odziedziczył firmę no i jego marzenie się nie spełniło.

-Ale to jest marzenie twojego taty, a nie twoje.-Zauważyła-Dlaczego nie poszedłeś na kierunek, który się tobie marzył?

-Tak naprawdę nie wiedziałem jaki kierunek chcę studiować. W końcu nadszedł czas, aby wybrać, a ja nadal nie byłem zdecydowany. Rozmowa z tatą bardzo mi pomogła. Postanowiłem studiować archeologię, aby częściowo spełnić jego marzenie i go uszczęśliwić. Sprawić by był ze mnie dumny.

-Myślę, że Mike i bez tego jest z ciebie dumny na każdym kroku.

-Tak, pewnie ma pani rację.- Westchnął cicho.- Ale nie żałuje, że wybrałem taki kierunek, a nie inny. Jestem z niego bardzo zadowolony.

-A co zamierzasz robić teraz? Będziesz jeździł gdzieś w delegacje?

-Nie, nie mam ochoty jak na razie nigdzie wyjeżdżać. Chcę się już na stałe osiedlić w Miami i pomóc Ally w prowadzeniu A&A Music Factory.- Uśmiechnął się do niej.

-To w sumie ile jesteście razem?- Tym razem zwróciła się w stronę swojej córki.

-To zależy, czy od pierwszego razu jak się spotykaliśmy, czy drugiego?

-Mieliście jakąś przerwę?

-Długa historia, ale na stałe jesteśmy już ze sobą 6 lat.

-Dokładnie 6.- Potwierdził blondyn i energicznie nachylił się w stronę brunetki, aby dać jej buziaka w policzek.

-Czyli rozumiem, że pewne "epizody" macie za sobą?-Bardziej stwierdziła niż spytała oraz przeszyła ich pytającym wzrokiem. Auslly uśmiechnęło się speszone. Dobrze wiedzieli o jakie "epizody" jej chodziło. Nie zaprzeczali. Uznali, że to nie miałoby sensu. Lepiej, że Penny się o tym dowiedziała niż Mimi. Ona raczej nie należała do grona szalonych i wyluzowanych matek.- Czyli tak. Skoro już tyle o sobie wiecie  to nie myśleliście jeszcze o ślubie?- Lekko się zarumienili. Co prawda już kiedyś planowali ślub, ale tylko w ramach projektu do szkoły w ostatniej klasie liceum. Co nie zmienia faktu, że już wtedy śnili po nocach o poślubieniu swojej drugiej połówki. Austin spojrzał na Ally pytającym wzrokiem, jakby oczekiwał, że ona coś odpowie. Jednak ona nic nie mówiła tylko wpatrywała się w jedzenie na talerzu.

-Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym.- Powiedział po chwili namysłu, na co brunetka mu przytaknęła.

-Ja nie wiem dlaczego młodzież tak się zgrywa! Jesteście już dorośli, oboje po studiach, z tego co widzę oboje jesteście ze sobą szczęśliwi...-  ,,Ma rację". Przyznał jej w myślach Austin. Sam nie wiedział dlaczego jeszcze się nie oświadczył Ally, przecież kochał ją ponad życie. Może czekał po prostu, aż skończą studia, aż będzie cała dla niego, a nie tylko 3 razy do roku, jak było przez ostatnie 5 lat. Spotykali się głównie na gwiazdkę, Wielkanoc oraz ich rocznicę, jednak nie zmieniało to faktu, że starali się, aby każde z tych spotkań było specjalne, idealnie. Może dlatego właśnie ich związek przetrwał próbę czasu oraz odległość, która ich dzieliła.

-Mamo, to skomplikowane.- Powiedziała Ally, myśląc, że to zdanie sprawi, że jej rodzicielka nie będzie bardziej wnikać w ten temat.

-Tu nie ma nic skomplikowan... Aaaaa... Już rozumiem o co wam chodzi.- Zdziwiło  to parę. Jak to możliwe, że ona o tym wiedziała, skoro oni tego nie wiedzieli.- Boicie się zobowiązań, to normalne. Wolcie żyć w wolnym związku. Skoro tak, to chociaż postaralibyście się o dziecko.- Walnęła ni z gruchy, ni z Pietruchy. Auslly gdy to usłyszało o mało nie udławiło się własną śliną.- No weźcie! Chciałabym już poniańczyć wnuki. W gazecie przeczytałam, że to idealny wiek na zostanie babcią.

-Mmaa...Alllee...

-Austin twoja mama pewnie uważa tak samo.- Stwierdziła.

-Nnnniiieee wieeeeemmm.- Zająkał się.

-Wiesz co zadzwonię do niej. Jestem pewna, że podzieli moje zdanie.- Powiedziała i zaczęła szukać telefonu w swojej torebce.

-Tato! Zrób coś!- Pisnęła Ally do Lestera, który siedział cicho, zajmując się powolnym sączeniem pepsi przez słomkę.

-O nie słoneczko, myślisz, że dlaczego jestem z twoją matką tyle po rozwodzie? Nigdy nie miałem prawa głosu, to ona nosiła spodnie w tym domu.

-Jest!- Krzyknęła podekscytowana Penny, gdy znalazła swój telefon. Wykręciła numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.

-No cześć, Mimi. Penny z tej strony. Tak dokładnie, mama Ally. Tak, ta od gorylów. Słuchaj, jesteśmy właśnie w restauracji i jakoś zaczął nam się temat o wnukach. Aha. Tak. Tak? No widzisz, to super! Dobrze, przekażę. No, całuski, buziaczki, papatki.- Schowała telefon do torebki i wróciła do rozmowy. - Austin twoja mama powiedziała, że już dawno o tym myślała, ale nie wiedziała jak ci to z ojcem powiedzieć. - Przełknął nerwowo ślinę.- Powiedziała, że nie może się doczekać nowego księcia w królestwie materacy skoro i tak wolałeś robić karierę.

--------------------------------------------------------------
Oto  nasz drugi rozdział, rozdziałek, rozdziałuniuiuś...
Dziś dowiadujemy się, że Penny, gdy już nie ugania się za małpiątkami w jungli chce poniańczyć wnuki, a co na to nasze Auslly? Czy weźmie sobie jej prośby do serca? Prawdopodobnie dowiecie się w przyszłym rozdziale. UWAGA SPOILER! W 3 rozdziale możecie spodziewać się akcji z balkonem i "latającym ręcznikiem".

                                                    ~Aiquenn

Serio? Spoiler? 
No dobra niech Ci będzie. By the way dziękujemy za pierwszy komentarz, to naprawdę dużo dla nas znaczy :))) Mam nadzieje, że będzie więcej takich dobrych duszyczek, które podzielą się z nami swoją opinią.
Miłego wieczoru Wam życzę.
                                             ~Alebazi

piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 1

     -Widzisz gdzieś Austina? Powinien już tu dawno być.- W sali panował gwar. Ally od 5 minut chodziła w kółko poddenerwowana. Stresowała się tym, że musi wygłosić przemówienie oraz tym, że Austina jeszcze nie ma na miejscu. Bała się, że mogło mu się coś stać.

-Nie. Nie ma go.- odparła Trish, patrząc smutnym wzrokiem na jej przyjaciółkę. Ally ponownie rozejrzała się po sali, ale wciąż go nie było. Jedyne kogo napotkała wzrokiem to jej rodziców, którzy jej kiwali. Odmachała im z wymuszonym uśmiechem i tym razem zwróciła się do Deza, który wraz z blondynem przyjechał na uroczystość.

-Dez jak to się stało, że go nie ma? Przecież jechaliście razem!-Powiedziała. Zanim jednak rudy zdążył  odpowiedzieć w sali rozległ się głos.

-Prosimy wszystkich absolwentów oraz gości o zajęcie miejsc.- Odezwał się ktoś z grona pedagogicznego. Przyjaciele usiedli w wyznaczonych dla siebie miejscach i wsłuchiwali się w to co ma do powiedzenia profesor Collins.

-Chciałbym serdecznie powitać zebranych naszych gości oraz oczywiście naszych drogich studentów.- Po tym miłym powitaniu rozpoczął wygłaszać przemowę przygotowaną przez grono pedagogiczne.- A teraz chciałbym zaprosić absolwentkę konserwatorium muzycznego oraz wydziału pedagogiki, Ally Dawson, która wygłosi przemówienie.- Brunetka wstała z krzesła, oraz dumnym krokiem podeszła do mównicy, na której spokojnie ułożyła kartki, pełniące rolę suflera oraz zaczęła mówić:

-Jestem niezmiernie zaszczycona, że powierzono mi funkcję wygłoszenia przemówienia pożegnalnego. To już niestety ostatni dzień, kiedy gościmy w murach tej szkoły. Minęło pięć lat od chwili, kiedy pierwszy raz znaleźliśmy się w takim gronie. Pięć lat, podczas których dorośliśmy, zdobywaliśmy wiedzę, a przede wszystkim dobrze się bawiliśmy. Dla wielu z nas okres spędzony w tej uczelni był jednym z najważniejszych etapów w życiu, który z pewnością pozostanie w naszej pamięci. Bowiem był to etap ciężkiej pracy, czasami porażek, bądź sukcesów. Każdy zdaje sobie sprawę z tego iż nie było łatwo. - W tym samym czasie, Trish zaczęła przesłuchanie swojego rudego przyjaciela.

-Dez gdzie jest Austin? Nie możliwe, że jechaliście razem i on tak po prostu zniknął!- Zaczęła opieprzać go tak, aby nie zakłócić jej przyjaciółce w wygłoszeniu przemówienia.

-Co? Gdzie? Jak?- Odparł zdziwiony.

-Na zakończenie, głąbie!

-Serio? To my jechaliśmy razem?

-Ja pier****!- Przez przypadek powiedziała to ciut za głośno przez co wszyscy w sali to usłyszeli.- Przepraszam.- Powiedziała speszona, chowając się przed przeszywającym wzrokiem nauczycieli. Gdy upewniła się, że już nikt na nią nie spogląda tylko zajmuje się słuchaniem przemówienia ponownie spojrzała na Deza- Każdy człowiek nosi swój krzyż, ale Boże dlaczego dałeś mi cały tartak?!- Burknęła pod nosem i walnęła rudego w głowę.

-Ała! To za co?-Złapał się za bolące miejsce.

-Za całokształt.-Odparła ze sztucznym uśmiechem i wróciła do słuchania przemówienia.

 -Nasze sukcesy zawdzięczamy w głównej mierze nauczycielom, którzy pomimo braku dyscypliny z naszej strony, naprowadzili nas na dobrą drogę. „Do tych minionych dni będziemy jeszcze wracać nieraz jak do zamkniętych dawno drzwi, do ksiąg co się często otwiera” . Życie tak szybko mija, czas wartko płynie. Wielu z nas pamięta jeszcze pierwsze kroki w tej szkole, a już musimy się rozstać. Tak naprawdę „Nikt z nas nic nie musi udowadniać komukolwiek, cała rzecz w tym , czy to, co robiłeś, wykonałeś jak najlepiej umiałeś”. W sumie rzeczy to, kim się stajesz, jest ważniejsze od tego, co osiągasz...

Pamiętamy również, że poprzez naszą naukę, zaangażowanie, pilność, daliśmy powód do dumy naszym rodzicom. „ Najpewniejszym sposobem, by czuć się szczęśliwym , to sprawić, by ktoś inny był szczęśliwy”.

-Masz ostatnią szansę. Odpowiedz mi raz, a dam ci spokój do końca akademii. GDZIE JEST AUSTIN, PALANCIE?

-No przecież tam stoi.- Odparł zadowolony wskazując na duże klonowe drzwi wejściowe, o które opierał się blondyn.

-Kończąc te dość długie przemówienie chciałabym w imieniu moich rówieśników złożyć najszczersze podziękowania za cały trud włożony w nasze wychowanie i edukację, za dobrą radę, wsparcie i opiekę, wszystkim naszym nauczycielom, wychowawcom, całemu Gronu Pedagogicznemu, Dyrektorstwu, pracownikom tej szkoły oraz wszystkim którzy pojawili się na naszej drodze i służyli pomocą, oraz wam koleżanki i koledzy za te radosne chwile spędzone razem.- Ally podniosła swój wzrok, aby spojrzeć na publiczność, która widocznie przejęła się jej przemówieniem i wtedy zobaczyła jego. Wpatrywał się z uśmiechem prosto na nią. Nie mogąc oderwać się wzrokiem od niego wypowiedziała ostatnie zdanie:

-I chciałabym, aby każdy z Was zadał sobie pytanie ,, Czy jesteśmy gotowi na zmiany, które przyniesie nam życie."- Wtem rozległy się głośnie oklaski. Ally krótko podziękowała i powróciła na swoje miejsce tuż obok Deza i Trish.

-Dziękujemy ci za to wspaniałe przemówienie.- Nieśmiało otarł jedną łzę.- Teraz wręczymy naszym studentom dyplomy.- Po skończonej ceremonii, gdy wszyscy udali się, aby pochwalić się rodzicom, brunetka próbując przedrzeć się przez tłum chciała dotrzeć do swojego ukochanego. Po dość długiej walce z tłumem znalazła się przy drzwiach, przy których jeszcze nie dawno stał Austin, jednak jego tam nie było.

-Ally!- Krzyknął ktoś w tłumie. Odwróciła się w stronę dochodzącego głosu i zobaczyła blondyna, który do niej machał. Podbiegła do niego i rzuciła mu się w objęcia, a on okręcił ją kilka razy wokół własnej osi.

-Już myślałam, że coś ci się stało!- wychyliła się z uścisku.- Ciebie nie było, a Dez jak zwykle zgrywał idiotę.

-Przepraszam.- powiedział- Musiałem wysiąść z samochodu po drodze, bo chciałem ci kupić kwiaty. Nawet nie wiesz jak trudno znaleźć tutaj kwiaciarnie, która będzie miała lilie i orchidee na raz. Dlatego się spóźniłem.- Wręczył jej bukiet złożony z jej ulubionych kwiatów.- Byłem chyba we wszystkich kwiaciarniach w tej miejscowości, aż w końcu znalazłem to czego szukałem.- Ally ponownie wtuliła się w jego ciało, tym razem uważając na piękną wiązankę kwiatów.- Czy pani magister zechciałaby zjeść ze mną kolacje?

-Z przyjemnością, ale...- Spojrzała na swoich rodziców, którzy nagle "wyrośli" obok.- Umówiłam się z rodzicami.- Oznajmiła smutno.

-Cześć Austin!- Przywitała się Penny. Austin jak przystało na gentelmena powitał ją pocałunkiem w rękę, a Lesterowi uścisnął dłoń.- Wyprzystojniałeś.- Zauważyła. Faktycznie miała racje. Ally też to zauważyła. Zmienił się od ich ostatniego spotkania. Jego kości policzkowe były bardziej wyeksponowanie niż kiedyś, miał dłuższe włosy oraz to co było zauważalne z daleka, był lepiej zbudowany.

-Dziękuję.- Odparł.

-Gratuluję ukończenia studiów.- Zwrócił się do niego Lester.- Archeologia... Cudowna nauka.

-Zgadzam się z panem. Ile ciekawych rzeczy kryje w sobie ziemia.

-Nie wątpię. Mieliśmy zamiar udać się z Ally na kolacje. Co ty na to, aby dołączyć do nas?

-Nie chciałbym państwu przeszkadzać w spotkaniu z córką.

-Gdzie przeszkadzać?- Wtrąciła się Penny.- Z chęcią poznam mężczyzna, na którego punkcie oszalała moja córka.- Ally spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.

-W takim razie, z chęcią.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witaneczooo w pierwszym rozdziale!
Jak widzicie po pierwszym rozdziale nie mamy nic ciekawego do zaoferowania. Żarcik!
Rozdział pierwszy to tylko rozgrzeweczka przed następnym rozdziałem, który już się szykuje. Na razie jest tylko w mojej głowie, w moim cudownym zeszyciku oraz możliwe, że częściowo wrył się do głowy Alebazi.
                                      ~Aiquenn Hope

Tak tylko częściowo ? Przez to nie mogłam w nocy spać, no ale cóż.... takie jest życie,
A tak jak Wam się podoba nasz pierwszy rozdział? Moim skromnym zdaniem całkiem fajnie wyszedł, mam nadzieje, że będziecie myśleć podobnie,
                                   
                                        ~Alebazi